Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kradzież. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kradzież. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 marca 2009

Początek końca "pasożytów i hien"?

"Możemy dziś wyróżnić trzy grupy podmiotów newsowych w internecie: słonie - czyli wydalające z siebie treść na masową skalę wydawnictwa i ich strony internetowe, hieny - portale, które przełkną wszystko i pasożyty - agregatory." - napisał Paweł Nowacki, redaktor naczelny serwisu wiadomości24.pl. Twierdzi on, że portale takie jak onet.pl, wp.pl czy agregatory typu wykop.pl to hieny i pasożyty.

Potrzebny nam jest jeden, przełomowy proces sądowy, który zakończyłby się pozytywnie dla oskarżającego o kradzież, a najczęściej są to gazety. To na nich hieny i pasożyty zarabiają potężną kasę, a wszystko za sprawą kopiowania artykułów pojawiających się pierwotnie w prasie. Rzadko kiedy pytają, czy mogą, biorą, jakby im się to należało.

Kradzież w internecie jest jednym z wielu przyczynków do spadku sprzedaży gazet, a co za tym idzie likwidacji kolejnych oddziałów regionalnych. Dla przykładu w ostatni piątek gazeta "Polska The Times" wycofała kolportaż gazety z aż ośmiu województw.

"Proszę usunąć każdego poranka ze stron informacyjnych Onetu, WP, czy Interii wszystko co jest „zlizywaniem” treści po gazetach (w tym doniesienia PAP!), a będzie widać skalę zjawiska." - pisze dalej w swoim tekście Paweł Nowacki, który możesz w całości przeczytać TUTAJ.

niedziela, 7 grudnia 2008

Dziennikarzu obywatelski, kupuj lokalne gazety!

Nie, to nie jest reklama gazet. Wręcz przeciwnie. Jeżeli piszesz o wydarzeniach lokalnych powinieneś wiedzieć, co pojawia się na stronach gazet wydawanych w Twoim mieście. Dlaczego?
Wyrównaj z obu stron
Z prostego powodu. Mogą to być Twoje teksty! Dziennikarze lokalni mają niechlubny nawyk kopiowania tekstów na strony swojej gazety. Jedyne, co może ich usprawiedliwić to zarobki, marne zarobki, które na pewno nie motywują do wytężonej pracy i pisania autorskich tekstów. Łatwiej przecież jest skopiować albo napisać tekst na podstawie tekstu innych. Nie jest to oczywiście reguła. Nie wszyscy dziennikarze tak robią, ale warto wiedzieć, że tacy są. Żeby nie być gołosłownym przytoczę moje przygody z gazetą z mojego miasta. Do tej pory nie miałem nawyku sprawdzania, co też pojawia w tych gazetach i czy przypadkiem nie ma tam mojego tekstu.

Za pierwszym razem tekst pokazał mi kolega. Był prawie identyczny jak mój, dopisano jedynie wypowiedź trenera. Od razu skontaktowałem się z redakcją Wiadomości24.pl. Pamiętajcie, że redakcja w takich sytuacjach reaguje wręcz natychmiastowo. Już pod koniec tego samego tygodnia na redakcyjnym biurku owej gazety wylądował list od prawnika Polskapresse, który opisywał całą sprawę. W tym przypadku okazało się jednak, że to trener chłopaka, o którym jest tekst, wysłał artykuł do redakcji. Trener proponował zadośćuczynienie. Jako, że znam wszystkich bohaterów tekstu, a nawet jeden z nich to mój brat, nie chciałem przyjąć oferowanych mi pieniędzy. Zaproponowałem, że chłopaki dostaną darmowy miesiąc ćwiczeń w siłowni prowadzonej przez trenera. Uf, obyło się bez nazwisk.

Druga sytuacja zdarzyła się całkiem niedawno. Dziennikarz obywatelski z Ostrowca Św. pisujący dla Wiadomości24.pl zasygnalizował mi, że tekst, który pojawił się we wtorek, jest łudząco podobny do mojego. "Te same określenia, wątki, układ zdarzeń itp. Przypadek?" - opowiadał DO. Sprawdziłem. I rzeczywiście. Tekst jest bardzo podobny do mojego, ale jeżeli przyszłoby udokumentować sprawę to niestety, ale nie mogę jednoznacznie stwierdzić: ukradli mi tekst. Tekst się różni, jest krótszy, trochę dodali od siebie. Jednak, jak zauważył kolega, układ zdarzeń i wątki są identyczne. Powtórzę zatem za nim: przypadek?

Tym razem nie walczyłem o swoje, bo emocje moje ostudził redaktor Wiadomości24.pl mówiąc: - Tym razem byli mądrzejsi i nie przepisali artykułu słowo w słowo. Nie ma jak ich "ugryźć", bo Ci odpowiedzą, że po prostu - tekst jest podobny, bo Ty i reporter gazety byliście na tym samym wydarzeniu, więc nic dziwnego, że materiały są trochę podobne.

Bardzo ciężko byłoby udowodnić winę redaktora gazety. Warto jednak wiedzieć, że takie praktyki są stosowane, wtedy na pewno zmieni się Twoje zdanie o redaktorach w Twoim mieście.

Drodzy Dziennikarze Obywatelscy piszący lokalnie, kupujcie lub przynajmniej przeglądajcie gazety wydawane w Waszych miastach! Może się okazać bowiem, że jesteście niezatrudnionymi pracownikami lokalnej prasy.


wykorzystane zdjęcie (na górze) jest autorstwa Pameli Machado i jest wykorzystane na licencji Creative Comonns.

piątek, 29 lutego 2008

W Holandii nasiliła się kradzież rowerów!

W Holandii znajduje się ponad 15 000 km (!) dróg rowerowych. Każdy statystyczny mieszkaniec Holandii posiada rower. Samych rowerów jest dwa razy więcej w całym kraju, niż samochodów.

Kiedy byłem w Holandii często widziałem porzucone rowery, zardzewiałe, bez jednego koła lub czasem samo koło. Ale widziałem też zadbane, firmowe i eleganckie rowery, które tanie z pewnością nie były. To pewnie na te rowerki rzucili się złodzieje. Do tej pory nie spotkałem się z kradzieżą rowerów. Zawsze zostawiałem swój dwukołowiec pod sklepem bez obaw przed jego utratą. Zresztą nie tylko ja. Jakieś 13 mln mieszkańców Holandii też tak robi. A tu dotarła do mnie informacja, że w Holandii nasiliła się kradzież rowerów.


Centraal Bureau voor de Statistiek podało jakiś czas temu, że w roku 2006 skradziono w Holandii 760 tys. rowerów. W Holandii jest ponad 15 mln rowerów, zatem liczba skradzionych to około 5% całości. Najczęściej osoby, którym skradziono ten środek transportu mają od 16 do 25 lat. Tylko niecała 1/3 właścicieli rowerów zgłasza kradzież na policji. Robi to na potrzeby ubezpieczenia niż z wiary na odnalezienie roweru. Nowe rowery są ubezpieczone, a premie są dość wysokie, bowiem stanowią około 25% ceny nowego roweru.

foto 1 - Robbie Veldwijk
foto 2 - dachalan