Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ostrowiec Świętokrzyski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ostrowiec Świętokrzyski. Pokaż wszystkie posty

sobota, 6 marca 2010

"Kultura tworzy rozwój", czyli pierwszy BROWART w Ostrowcu

Na przełomie lutego i marca został wydany pierwszy numer kulturalnego czasopisma, które zrodziło się z inicjatywy Miejskiego Centrum Kultury w Ostrowcu Świętokrzyskim.

- Oddajemy do Państwa dyspozycji czasopismo, które mamy nadzieję tworzyć i rozwijać wspólnie z Państwem. Będziemy starać się, aby z każdym numerem, było coraz lepsze i bardziej dostosowane do Państwa oczekiwań - piszą we "wstępniaku" Agnieszka Derlatka i Kamil Stelmasik.

Wydawać by się mogło, że takich czasopism jest pełno. Jednak nie w Ostrowcu. Twórcy, motywowani chęcią zrewolucjonizowania lokalnej kultury, pokazywania i pisania o swoim mieście i również, do czego przyznają się sami założyciele, zazdrością wobec dokonań innych miast, które swoje kulturowe czasopisma już mają, postanowili stworzyć własne czasopismo. Darmowe i dostępne dla każdego.

Agnieszka Derlatka z Kamilem Stelmasikiem, na czele grupy ostrowieckich społeczników, ludzi kreatywnych, związanych na stałe z ostrowiecką kulturą, pragną dowieść, iż o Ostrowcu można jeszcze wiele powiedzieć i poznać jego nieznane oblicze. Tak właśnie powstał BROWART - platforma służąca wymianie myśli, relacji własnej twórczości czy promocji ciekawych projektów.

W pierwszym, lutowo-marcowym, wydaniu BROWART-u możemy przeczytać o historii ostrowieckiego Browaru, przenieść się na chwilę na zimną Alaskę, dowiedzieć się więcej o Ognisku Plastycznym czy Fotoklubie Galerii MCK, zapoznać się z recenzjami kilku książek, poczytać o tym, co ciekawego w Ostrowcu się wydarzyło, i co się jeszcze wydarzy. Redaktorzy, do których możesz dołączyć także i Ty, podejmują tematy z szerokiego wachlarza kulturalnych zainteresowań.

Jedynym sposobem na przekonanie się, czy teksty zamieszczone w BROWART-cie są warte Waszej uwagi jest zdobycie pierwszego egzemplarza, który znajdziecie np. w ostrowieckich liceach, urzędach, instytucjach kultury, bibliotekach, księgarniach i pubach.

Jeżeli masz pytania, pisz na: czasopismobrowart@gmail.com

środa, 23 września 2009

Maciej Bańcer - dla niego nie ma rzeczy niemożliwych

Dla mistrza świata w trójboju siłowym, Macieja Bańcera, nie istnieją rzeczy niemożliwe. Ubiegły tydzień należał do niego. Przynajmniej w jego rodzinnym mieście, Ostrowcu Świętokrzyskim, mówili i pisali o nim wszyscy.

Przed lekturą wywiadu, zapraszam do zapoznania się z artykułem: Rewelacyjne wieści z Brazylii: Bańcer mistrzem świata! Dowiesz się z niego więcej o dyscyplinie, którą uprawia Maciej oraz o niekwestionowanym sukcesie 18-latka z Ostrowca Świętokrzyskiego.

Bartłomiej Graczak: Na początek składam ci ogromne gratulacje w imieniu wszystkich użytkowników i autorów Wiadomości24.pl oraz z góry wielkie dzięki za poświęcony czas! Jak czujesz się jako najsilniejszy nastolatek na Ziemi?
Maciej Bańcer: - Nie mogę powiedzieć o sobie najsilniejszy nastolatek na Ziemi, bardziej w kategorii do 125 kg w wieku poniżej 18 lat, za gratulacje dziękuję i to ja jestem wdzięczny, że chcesz przeprowadzić ze mną wywiad.

A zatem - jak się czujesz jako najsilniejszy nastolatek w kategorii 125 kg poniżej 18 lat?
- Na pewno szczęśliwy, dlatego, że dałem z siebie wszystko i dumny, że mogłem słuchać Mazurka Dąbrowskiego z najwyższego stopnia podium.

Miałem o to zapytać zdecydowanie później, ale skoro nawiązałeś to powiedz mi, jak to jest. Niewiele jest takich osób, które kiedykolwiek doświadczyły tak niezwykłego uczucia - możliwości słuchania Mazurka na sportowym podium. Czy da się to opisać słowami?
- Szczerze mówiąc nie. Mogę powiedzieć, że była to chwila, dla której warto było włożyć ogromny wysiłek i poświęcenie, aby wyjechać na te zawody. Żałuję tylko, że wszyscy ci, którzy są współodpowiedzialni za ten sukces, nie mogli słuchać go razem ze mną.

Pozwól, że wrócimy do wydarzeń przed mistrzostwami. Mistrzu, jak wyglądały twoje przygotowania do zawodów w Brazylii, ile dni w tygodniu trenowałeś i jak intensywnie?
- Trenowałem trzy razy w tygodniu. Na początku było więcej ćwiczeń pobocznych i więcej serii, a im bliżej zawodów w miarę "wchodzenia" na większe ciężary eliminowałem ćwiczenia dodatkowe pozostawiając same boje, czyli przysiad, wyciskanie i martwy ciąg. Jeżeli chodzi o intensywność była zawsze stuprocentowa, bo gdy czułem, że trening nie będzie zrobiony na maksa, nie było sensu w ogóle go zaczynać. Przyznam się, że zdarzyło mi się zrezygnować z treningu raz czy dwa ze względu na kiepskie samopoczucie. I proszę cię, nie mów do mnie "Mistrzu" - to mnie krępuje.

Na samym początku intensywniejszych treningów, kiedy dowiedziałeś się, że na mistrzostwa świata do Brazylii możesz polecieć, ale musisz wyjazd opłacić z własnej kieszeni, raczej nie wierzyłeś, że uda ci się zebrać takie pieniądze? Skąd zmiana nastawienia?
- To prawda, na początku wydawało mi się mało realne zebranie takich pieniędzy, uparłem się, żeby pojechać. Wspólnie z rodziną zaczęliśmy myśleć do kogo można się zwrócić o pomoc i od razu przeszliśmy od słów do czynów. W pomoc w zbieraniu środków zaangażował się również mój trener, Grzegorz Kępa, moi znajomi, a nawet nauczyciele i personel szkoły. Wraz z czynnocią szukania pieniędzy, rozpocząłem trening. Miałem chwile zwątpienia w to czy się uda, ale dzięki wsparciu najbliższych uwierzyłem i po pewnym czasie nie dopuszczałem już do siebie myśli, że coś pójdzie nie tak. Jak to mówią: "kto nie próbuje ten nie wygrywa".

Dobrze wiemy, że pełne przygotowania to nie tylko trening, ale również odpowiednia dieta. Stare porzekadło mówi, że człowiek staje się tym, co je. Co jadł Maciek Bańcer, żeby mieć obwód uda 80 cm, a w pasie ponad 100 cm?
- To prawda, że przygotowania to nie tylko trening, ale także dieta i regeneracja. W moim przypadku dieta nie jest ułożona pod kątem zwiększania gabarytów, tylko po to, by organizm miał dobrej jakości "paliwo" do dźwigania. Specjalnie się nie ograniczałem. Jeżeli chodzi o ilość jedzenia - jadłem około 6-7 razy dziennie, a jeśli chodzi o produkty, były to: piersi z kurczaka, wołowina, ryż, tuńczyk, płatki owsiane, jajka, warzywa i owoce.

W tej chwili nie możemy chyba pominąć odpowiednich witamin i odżywek? Ile miesięcznie wydawałeś na taki, zapewne bogaty, zestaw?
- Nie liczyłem pieniędzy wydawanych na suplementy. Po co mi niepotrzebny ból głowy? Zestaw moich suplementów to tak naprawdę podstawowe produkty w odrobinę większych ilościach. Monohydrat kreatyny, pełen zestaw aminokwasów, aminokwasy rozgałęzione (BCAA), glutamina, witaminy, minerały i węglowodany.
Maćku, jak wyobrażałeś sobie Brazylię przed wyjazdem, a jaka się ona okazała? Miałeś jakieś ciekawe przygody z tubylcami?
- Nie zobaczyłem zbyt dużo w tym kraju, ponieważ nie w celach turystycznych tam pojechałem. Do czynienia z Brazylijczykami miałem na co dzień w sklepie, hotelu czy podczas zawodów. Z tego co zaobserwowałem, są narodem dużo bardziej uśmiechniętym od nas i nigdzie się nie spieszą, co troszkę denerwowało w niektórych sytuacjach, takich jak stanie w kolejce do kasy w sklepie, gdzie kasjer spokojnie i bez nerwów wykonywał swoją pracę nie zważając na to, czy komuś się spieszy, czy nie. W Brazylii mówią w takich sytuacjach "maniana", co oznacza mniej więcej: "Jeśli czegoś nie zrobiłeś dziś, zrobisz to jutro". Oprócz tego Brazylia, szczególnie dostrzegłem to w Sao Paolo, jest krajem sporych kontrastów: na tle luksusowych hoteli można zobaczyć całe pola zapełnione bezdomnymi, dla których mieszkanie "pod mostem" jest sporym luksusem.

W którym momencie podczas zawodów uwierzyłeś, że złoto jest w zasięgu twojej... siły?
- W drugim podejściu w przysiadach, po zaliczeniu ciężaru 300 kg. Mając zaliczone podejście w siadzie, pomyślałem, że jeżeli w wyciskaniu i w ciągu zrobię to, co na treningu, to będzie dobrze.

Jak na twoje zwycięstwo zareagowała rodzina, znajomi? Jak cię przywitano w szkole?
- Wszyscy zareagowali bardzo radośnie. Zaraz po starcie miałem telefony od mamy, dziadka, mojej dziewczyny, chrzestnego, trenera i masę smsów z gratulacjami od znajomych i reszty rodziny. Później na Okęciu witała mnie mama, chrzestny, dziewczyna, trener i mój przyjaciel, Damian Denkowski. W szkole byłem całkowicie zaskoczony, ponieważ na początku zostałem przywitany kwiatami od pań z sekretariatu i pani księgowej, a to był dopiero początek. Później koleżanki mojej dziewczyny przywitały mnie humorystycznym napisem "Witomy Miszczu", do tego były balony i plakat. Następnie wszyscy uczniowie, nauczyciele wraz z dyrekcją i personel szkoły przywitali mnie na apelu zorganizowanym specjalnie na tę okazję. Po apelu moja klasa wraz z wychowawczynią po raz kolejny zaskoczyła mnie wnosząc do sali tort z napisem "Maćku, gratulujemy". Byłem w głębokim szoku, ponieważ nie spodziewałem się przywitania na taką skalę, ale po pysznym torcie kolega z klasy powiedział, że to jeszcze nie koniec i na przerwie wręczył mi szampana (oczywiście bezalkoholowego) i powiedział: "To teraz zrób tak, jak po wyścigach Formuły 1". W tym dniu miałem zdecydowanie dużo wrażeń i długo nie mogłem się w tym wszystkim odnaleźć.

Pewnie i media zainteresowały się twoim sukcesem?
- Tak, pierwszy wiedział pan Darek Kisiel z Gazety Ostrowieckiej, który już w poniedziałkowej gazecie umieścił artykuł na mój temat, mimo że mnie nie było jeszcze w Polsce. Udzielałem także wywiadów dla lokalnej telewizji, Gazety Ostrowieckiej, Echa Ostrowieckiego, Wiadomości Świętokrzyskich, no i teraz dla serwisu Wiadomości24.pl. Brzmi to może niezbyt skromnie, ale dla mnie to naprawdę sukces, że tyle osób interesuje się tym, co zrobiłem i chcą o tym rozmawiać.

Jak myślisz, czy ten sukces jest początkiem czegoś wielkiego, kariery a'la Pudzian?
- Nie jesteś pierwszy, który o to pyta. Strong Man to zupełnie coś innego niż trójbój siłowy. Mimo że i jedno i drugie wiąże się z dźwiganiem, to trening obu dyscyplin różni się. Co do Strong Man nie mówię nie, możliwe, że kiedyś spróbuję, ale na pewno będzie to poprzedzone odpowiednim przygotowaniem. Na razie jednak pozostanę przy trójboju.

Mam nadzieję, że jestem pierwszy, który o to pyta: Czy to prawa, że w ostrowieckiej galerii handlowej nie ma na ciebie rozmiarów ubrań?
- Tak, jesteś pierwszy i bardzo się czepiłeś tego tematu. To prawda, ale to problem nie tylko mój, ale większości chłopaków ćwiczących na siłowni.

Już myślałem, że brak mi oryginalności. :) Maćku, gdybyś miał władzę ministra sportu, Mirosława Drzewieckiego, co zmieniłbyś w polskim sporcie?
- Nie będę mówił, co by było gdyby. Jeżeli będę miał, będę zmieniał, póki co nie mam.

W takim razie, odpowiedz na bazie twoich doświadczeń. Co mogłoby być lepsze w systemie np. dofinansowań, bądź ukierunkowania na pewne dyscypliny sportu?
- Sądzę, że powinien być swego rodzaju taryfikator. Mianowicie te dyscypliny, które przynoszą najwięcej sukcesów polskiemu sportowi, powinny być najbardziej nagradzane. A jak jest, każdy widzi. Poza sportem zawodowym myślę, że trzeba postawić na budowę większej ilości obiektów sportowych, i nie mówię tu tylko o boiskach do gry w piłkę nożną czy koszykówkę, ale trzeba poszerzać te horyzonty tak, aby młody człowiek miał większy wybór dyscyplin, w których mógłby spróbować swoich sił.

Życzymy tym młodym sportowcom przynajmniej choć trochę podobnych sił do twoich. Maćku, na koniec poruszymy najczęstszy temat rozmów przyszłorocznych maturzystów, czyli również twój. Matura. I standardowe dwa pytania: co zdajesz, gdzie lecisz?
- Chciałbym zdawać wiedzę o społeczeństwie na poziomie rozszerzonym, oczywiście oprócz języka polskiego, angielskiego (również na poziomie rozszerzonym) i matematyki. Marzą mi się studia na AWF w Krakowie na kierunku fizjoterapia lub wychowanie fizyczne oraz resocjalizacja, bądź psychologia.

Z takim tytułem powinni witać cię w murach AWF-u równie gorąco, jak w twojej szkole w poprzednią środę. Maćku, dziękuję za wyczerpujące wypowiedzi i życzę dalszych sukcesów w sporcie, ale i powodzenia w życiu codziennym!

Również dziękuję za rozmowę. I korzystając z okazji, chciałbym podziękować firmom, które umożliwiły mi wyjazd na te zawody: Przedsiębiorstwo Usług Kolejowych "Train", Delko Otto, Unisped Service, Publima, Adax ZPH, Wólczanka Production 3. Dziękuje również starostwu powiatowemu w Ostrowcu Świętokrzyskim. Dziękuję także osobom, bez których nie byłbym tym, kim jestem teraz - dziękuję mamie - Monice Barańskiej, dziadkowi - Waldemarowi Barańskiemu, chrzestnemu - Krzysztofowi Barańskiemu oraz całej mojej rodzinie za wsparcie podczas tych przygotowań. Mojej dziewczynie Martynie, moim przyjaciołom Wiktorowi Królowi, Damianowi Denkowskiemu i Adrianowi Bajorowi. Trenerowi Grzegorzowi Kępie. Kolegom z klubu Black&White Ostrowiec Świętokrzyski, którzy pomagali mi w treningu i asekurowali mnie przy podejściach. Mojej klasie III A, pani wychowawczyni, nauczycielom i personelowi Liceum Ogólnokształcącego nr III im. Władysława Broniewskiego w Ostrowcu Świętokrzyskim oraz wszystkim tym, których nie wymieniłem, za co z góry przepraszam, a byli ze mną podczas tych przygotowań.

środa, 17 czerwca 2009

Hala i pływalnia KSZO legły w gruzach

Od wczoraj trwa rozbiórka służącej przez ponad pół wieku ostrowieckiej pływalni i trochę młodszej hali sportowej. Na tym miejscu stanie nowoczesny obiekt sportowy, którego koszt budowy opiewa na 55 mln złotych.

Słowa Spółki Ekstraklasy S.A. zachęcające do budowania stadionów w swoich miastach jak najbardziej trafiły do serc działaczy ostrowieckiego KSZO i radnych miasta Ostrowca. Od 16 czerwca 2009 roku trwa budowa nowoczesnej hali widowiskowo-sportowej przy ul. Świętokrzyskiej 11 w Ostrowcu Świętokrzyskim.

Pływalnia w Ostrowcu została zbudowana w 1954 roku i przez kilkadziesiąt lat była dumą tego miasta. Tętniła życiem aż do lat 80. Od tamtego czasu z roku na rok jej popularność słabła. Pojawił się grzyb, a miasto nie potrafiło wygospodarować kapitału na remont obiektu. Po wybudowaniu nowoczesnej pływalni "Rawszczyzna" w innym miejscu, pojawił się pomysł przebudowy obiektu na nowoczesną halę sportową. W tym roku wreszcie ziści się marzenie ostrowczan o obiekcie sportowym, na którym będą mogły być rozgrywane mecze reprezentacji Polski w siatkówce, koszykówce czy piłce ręcznej. Hala będzie mogła pomieścić nawet do 3 tys. widzów.

Do rozbiórki przeznaczono również obecną halę sportową, wybudowaną w roku 1964, która służyła ostrowieckim sportowcom do dziś. Dla kibiców z tym miejscem wiążą się liczne wspomnienia, a więc gdy zburzenie budynków należących do klubu sportowego o 80-letniej historii doszło do skutku, wielu z nich poczuło żal. "Pamiętam kasy klubowe w małych okienkach właśnie pod łukami po prawej stronie, pamiętam ten niewielki lokal po lewej stronie, pamiętam ligowe mecze bokserskie w hali KSZO, pamiętam mecze siatkarek jeszcze w 3. lidze, pamiętam jeszcze, gdy basen był czynny, pamiętam jak uczestniczyłem w treningach trampkarzy, gdy trenowaliśmy na hali. Wszystko to w najbliższym czasie będzie wspomnieniem... - komentuje na forum kibiców KSZO Ostrowiec internauta o nicku Strielok.

Przetarg na budowę nowej hali widowiskowo-sportowej o wartości 55 mln zł wygrała krakowska firma „Budimex – Dromex”. Projekt został sporządzony w Pracowni Projektowej Janusza Pachowskiego.

Zobacz jak wyglądają prace rozbiórkowe:



sobota, 23 maja 2009

Prosto z anteny

Zapraszam wszystkich do odsłuchania reportażu z turnieju Counter Strike'a w Ostrowcu Świętokrzyskim. Co prawda odbył się on ponad miesiąc temu, ale dopiero teraz udało mi się uzyskać nagranie prosto z anteny. Reportaż został wyemitowany w program eLO GRAM w młodzieżowej stacji internetowej eLO RMF. Więcej o imprezie przeczytasz TUTAJ.

Kliknij w obrazek:

Reportaż z turnieju cs'a ELO 2009 / Ostrowiec Św.

poniedziałek, 6 kwietnia 2009

Ostrowieccy szczypiorniści nie zwalniają

Po ostatnim zwycięskim sparingu z rezerwami Stali Mielec nadszedł czas na kolejny mecz kontrolny. Tym razem zespół KSZO podejmować będzie we własnej hali rezerwy najlepszego w tej chwili w Polsce zespołu - Vive Kielce.

Zespół szczypiornistów KSZO Ostrowiec pod koniec ubiegłego roku został reaktywowany. Jest to młoda ekipa, która do tej pory ma na koncie tylko mecze sparingowe. Do powstania klubu przyczyniło się dwudziestu entuzjastów tejże dyscypliny, na czele z Tomaszem Chmielewskim, nauczycielem wychowania fizycznego z Zespołu Szkół nr 2 w Ostrowcu, oraz Tomaszem Radowieckim, grającym trenerem zespołu. Formalnie nowa sekcja rozpoczęła działalność w strukturach ostrowieckiego klubu od 1 października 2008 roku.

Już miesiąc po założeniu klubu odbył się pierwszy sparing z Sokół Końskie. Po ponad pół roku wzmożonych treningów i licznych sparingach (m.in. z: Sokół Końskie, Delta Radom - 2 razy, Stal Mielec, Polonica Kielce oraz dwukrotnie z młodzieżową reprezentacją woj. świętokrzyskiego) zespół się zgrywa i zdobywa doświadczenie. Dotychczasowy udokumentowany sukces to 3. miejsce w Turnieju o Puchar Burmistrza Miasta i Gminy Końskie. Priorytetem klubu jest obecnie jak najlepsze przygotowanie się do startu w lidze, w której rozpoczną swoje występy już tej jesieni.

Zespół szczypiornistów KSZO Ostrowiec składa się zarówno z doświadczonych graczy, którzy mają na swoim koncie występy w ligowych rozgrywkach, jak również młodych zawodników, którzy rozpoczynają swoją przygodę z piłką ręczną pod czujnym okiem bardziej ogranych, starszych kolegów z drużyny.

Po ostatnim meczu z rezerwami Stali Mielec, która uległa drużynie z Ostrowca 37 do 33, nadszedł czas na drużynę rezerw, uplasowanej najwyżej w tabeli I ligi, Vive Kielce. Spotkanie odbędzie się w najbliższą środę o godz. 19 w hali Zespołu Szkół nr 2 (popularna "Budowlanka") w Ostrowcu Świętokrzyskim.

W ostatnim sparingu z rezerwami Stali, KSZO zagrało w składzie: Tomasz Chmielewski, Tomasz Radowiecki, Sławomir Kuc, Karol Szewczyk, Karol Pałkiewicz, Paweł Mirecki, Sławomir Suska, Emil Szczych, Adam Gajewski, Sebastian Szczych, Maciej Cukierski, Radosław Rogaliński, Paweł Ślusarczyk, Bartek Serwin, Bartek Wojdan.

niedziela, 5 kwietnia 2009

Młodzi Francuzi pokażą w Ostrowcu pięć twarzy Antygony

13 kwietnia o godz. 18, francuska grupa teatralna wystąpi w Ostrowcu Św., w ramach artystycznej wymiany francusko-polskiej organizowanej przez Liceum Ogólnokształcące nr III im. Wł. Broniewskiego.


Autorami spektaklu teatralnego, który odbędzie się w sali widowiskowej kina "Etiuda" w Ostrowcu, jest francuskie Stowarzyszenie Przyjaciół Muzyki i Teatru w Albertville. Młodzi francuscy aktorzy (od 13. do 17. roku życia) przedstawią spektakl pod tytułem "Pod prąd. 5 twarzy Antygony" (z franc. Vent Debout. 5 visages d’Antigone).

"Pięć twarzy Antygony" to opowieść o losach pięciu niezwykłych kobiet, które miały istotny wpływ na swoją epokę. Françoise Giroud (dziennikarka, obrończyni praw kobiet), Simone de Beauvoir (pisarka), Lucie Aubrac (jedna z założycieli francuskiego ruchu oporu), Sonia Rykiel (kreatorka mody) oraz anonimowa bohaterka I wojny światowej to prawdziwe „Antygony” XX wieku – kobiety niepokonane, które mimo wielu przeciwności losu, skutecznie walczyły o równe prawa kobiet i mężczyzn oraz o zmianę wizerunku kobiety w społeczeństwie.

Reżyserem spektaklu jest Oliver Quenard, zaś oprawą muzyczną zajęli się Christiane Tartarat i Nicolas Dornier. Libretto - Claude Bouverresse. Wstęp na przedstawienie jest darmowy.

Młodzi Francuzi przyjadą do Polski na pięć dni, podczas których przedstawią spektakl, zwiedzą Kraków oraz Kurozwęki. Kontynuacją tematu równouprawnień kobiet i mężczyzn będzie debata polsko-francuska na temat miejsca kobiety we współczesnym świecie. Grupa francuskiej młodzieży wyjeżdża z Polski 16 kwietnia, a młodzież z ostrowieckiego liceum wyjedzie do Francji ze swoim przedstawieniem już 20 kwietnia.

sobota, 17 stycznia 2009

Stanisław Sudnik - wspaniały obywatel ziemi świętokrzyskiej

Wczoraj o godzinie 18 odbyło się w Ostrowcu Świętokrzyskim otwarcie galerii Stanisława Sudnika pt. "Wszystkie moje miłości". Galerię zdjęć możecie zobaczyć w serwisie Wiadomości24.pl. Ekspozycja będzie czynna do 18 lutego.

Stanisław Sudnik to przyrodnik z zamiłowania, projektant zieleni z wykształcenia (Wyższa Szkoła Rolnicza w Poznaniu), wszechstronnie zasłużony dla Ziemi Kieleckiej znawca i miłośnik naturalnego środowiska życia człowieka, inicjator rozwoju ruchu artystycznej fotografii w Ostrowcu Świętokrzyskim, wszechstronnie uzdolniony twórca, rysownik, malarz, korzenioplastyk, pamiętnikarz. Stanisław Sudnik urodził się 4. grudnia 1921 r. w Zochcinie nieopodal Opatowa. Po ukończeniu studiów na WSR powrócił do rodzinnego miasta.

Pozostał wdzięczny swojemu regionowi i w 1959 roku podjął pracę w Zakładzie Obsługi Zieleni w Ostrowcu Świętokrzyskim, na stanowisku kierowniczym. To dzięki niemu zaprojektowano i zrealizowano tereny zielone w Ostrowcu Św. Niedługo po objęciu pracy projektanta zieleni rozwinął działalność na terenie całego województwa kieleckiego. Od 1968 r. rencista. W latach pięćdziesiątych był najlepszym znawcą problematyki terenów zielonych w województwie, należał również do czołówki krajowej projektantów zieleni. Zorganizował od podstaw służbę ochrony i tworzenia zielonych płuc miasta. U podstaw tego zawodowego sukcesu leżała umiejętność wczuwania się w zasady ekologii oraz projektowania terenów zielonych w formie tworzenia obszarów biologicznych wzajemnie sprzyjających sobie. Równolegle do pracy zawodowej i niejako na marginesie osiąganych w niej sukcesów, Stanisław Sudnik rozwija twórczość artystyczną w wielu dziedzinach i uprawia różne dyscypliny twórcze (w nieprofesjonalnej formie). Zachęcony bezpośrednim przykładem wyniesionym z domu rodzinnego, rysuje, maluje, rzeźbi (korzenioplastyka). Jednakże najważniejszym, a z czasem wiodącym i najistotniejszym osiągnięciem Pana Stanisława stała się Jego twórczość fotograficzna. Fotografię poznał przed II wojną światową, jednakże dopiero w 1946 roku rozpoczął wykonywanie fotograficznej dokumentacji przemian hutniczego miasta. W pełni świadomie używa aparatu fotograficznego do kreowania własnej twórczości od 1952 roku, to jest od czasu powstania Świętokrzyskiego Towarzystwa Fotograficznego w Ostrowcu Świętokrzyskim. Od jego powstania do 1969 r. pełnił nieprzerwanie funkcję Prezesa. W ciągu roku ŚTW organizowało od 4 do 5 interesujących wystaw fotograficznych. W pamięci ostrowiaków pozostały Wystawy Doroczne ŚTF oraz wystawy zaproszonych twórców (wydarzeniem artystycznym dużej miary była wystawa Edwarda Hartwiga), wymiana artystyczna z czechosłowackim Pilznem oraz udane wystawy tematyczne i wiele innych wystaw i imprez. W 1979 r. S. Sudnik reaktywował działalność ŚTF w Ostrowcu Św., przyjął funkcję Komisarza Ogólnopolskiej Wystawy Fotograficznej pt. "Staropolskie Zagłębie Przemysłowe", jednakże decyzja ta nie przyniosła spodziewanego rozwoju fotografii ostrowieckiej.

Ukoronowaniem drogi fotograficznej Stanisława Sudnika był fakt podjęcia przygotowań, kandydowania, a w rezultacie uzyskania członkostwa ZPAF (1983 r.). Fakt ten w sposób realny, ale również symboliczny, przyczynił się do wspaniałego rozwoju fotografii w Mieście Ostrowcu, w mieście, w którym z uporem i z samozaparciem, konsekwentnie przez lata pozostający w cieniu, pomijani i zapominani, pracowali ludzie - artyści w rodzaju Pana Stanisława. Nie można zapominać, że w obecnym kształcie sztuki fotograficznej w Ostrowcu Świętokrzyskim, ma swój skromny udział Stanisław Sudnik. Nowy etap pracy artysty otworzyła fotografia barwna, stała się ona klamrą spinającą światłoczułą sztukę artysty (czarno-białą z barwną). Znakomicie wzmocniła ona ekspresję fotogramów, podkreśliła walory dokumentacyjne fotografii, wytworzyła klimat oraz wzmocniła temperaturę uczuciową dzieł.

Za swoją twórczość fotograficzną oraz za społeczną aktywność organizacyjną Stanisław Sudnik otrzymał: Krzyż Zasługi, Odznaka "Zasłużony Działacz Kultury", Medal 1000-Lecia Państwa Polskiego, Nagroda Ministra Gospodarki Komunalnej za urządzenie zieleni Ostrowca Świętokrzyskiego, Dyplom Honorowy Federacji Amatorskich Stowarzyszeń Fotograficznych w Polsce, Dyplom Jana Bułhaka za wysoki poziom prac fotograficznych, Medal 40-lecia ZPAF oraz Medal Okręgu Świętokrzyskiego ZPAF. Prace fotograficzne artysty trafiły między innymi do zbiorów: Muzeum Narodowego w Kielcach, Muzeum Kultury Leśnej w Gołuchowie, Okręg Świętokrzyski ZPAF - Kielce, BWA Kielce, oraz do kolekcji prywatnych w kraju i za granicą.

Życie i twórczość Stanisława Sudnika w ocenie Wojciecha Kotasiaka i Jerzego Daniela:

Artysta jest obecny od ponad 50 lat w regionie świętokrzyskim, w kulturze Ostrowca Świętokrzyskiego i w fotografii polskiej. Jego szarmancki sposób bycia i liczne przyjaźnie sprawiają, że jest ogólnie lubiany, znany i ceniony. Żadne przedsięwzięcie kulturalne nie może odbyć się bez udziału Stanisława Sudnika. Popularność artysty w Ostrowcu wynika z ambicji i z pracy artysty oraz wiąże się ze stylem życia, którym może on zaimponować (Wojciech Kotasiak, 1976).

Na popularność i przyjaźń artysta w pełni zasłużył. Jego dom przy ulicy Polnej 44 jest otwarty dla wszystkich: dla maluczkich i dla znakomitości ze świata kultury. Nikomu nie odmawia uwagi, dzieli się rozmową, radzi, pyta, odpowiada, a wreszcie przekazuje doświadczenia długiego i owocnego życia. Jest uczynny, koleżeński i skromny. Skromnością człowieka, który robi coś, co mu w pełni odpowiada, co mu sprawia satysfakcję i radość, pragnie się nią bezinteresownie i szczerze dzielić z innymi (Jerzy Daniel).

Źródło biografii: tekst Pawła Pierścińskiego.

piątek, 2 stycznia 2009

W Ostrowcu Świętokrzyskim powstało całoroczne lodowisko

W ostatnim dniu 2008 roku w Ostrowcu Świętokrzyskim otwarto syntetyczne lodowisko o powierzchni czterystu metrów kwadratowych. Uroczystego przecięcia wstęgi dokonał prezydent miasta Jarosław Wilczyński. Koszt inwestycji to prawie milion złotych.


Lodowisko znajduje się na parkingu obok pływalni "Rawszczyzna". Budowa została sfinansowana przez Urząd Miasta oraz przez Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji. Powstałe lodowisko urządzono pod namiotem. Jest oświetlone i posiada nagłośnienie. Oprócz tafli otoczonej bandami znajduje się tam również wypożyczalnia łyżew, punkt ich ostrzenia, kasa oraz szatnia.

Lodowisko jest czynne od 1 stycznia. Zgodnie z decyzją prezydenta do końca tego tygodnia korzystanie z niego będzie darmowe. Zapraszam do obejrzenia krótkiego reportażu.


wtorek, 25 listopada 2008

Bezpośredni Sapkowski kontra napalczywi czytelnicy

Dzisiaj w Biurze Wystaw Artystycznych w Ostrowcu o godzinie 16 doszło do starcia pomiędzy autorem i czytelnikami. Narzędziem było słowo. Po jednej stronie barykady Andrzej Sapkowski, po drugiej żądni wiedzy czytelnicy.

A pytali o wszystko. Byli dokładni i szczegółowi. Andrzej Sapkowski nie mógł opędzić się od dociekliwych pytań, często pointował je śmieszną anegdotką, która rozbawiała tłumnie zebranych. Fani wybitnego artysty wreszcie mogli dowiedzieć się wielu rzeczy o samym artyście, dowiedzieli się, że jest zwykłym człowiekiem, zabawnym, trochę gubiącym się w tym, co mówi, ale potrafiącym się z tego śmiać, na pewno oczytanym i mądrym.

Czego dowiadujemy się od autora pięciotomowej sagi o przygodach Wiedźmina? Na przykład tego, że pełnometrażowy film, który powstał (rzekomo) na podstawie jego książki, powstał tak naprawdę na podstawie komiksu. Ludzie, którzy tworzyli ten film nie czytali książek i nie pofatygowali się nawet, aby skonsultować cokolwiek z samym autorem. W przeciwieństwie do autorów gry komputerowej, którzy wypytywali np. o mapę gry, o nazwy własne itp. Dowiedzieliśmy się, że za pierwsze opowiadanie Sapkowski dostał 200 zł, że dobre opowiadanie piszę się nawet pół roku i marne są z tego pieniądze. Dlatego pisał książki, a że okazały się wyśmienitym fantasy, to nic tylko dziękować Bogu.

Skąd czerpie inspiracje i pomysły? Z głowy. Z niczego więcej. Pisząc zamyka się w pokoju ze swoimi źródłami i nikt nie może mu przeszkadzać. Czasem w podróży lub podczas wakacji czyta teksty i poprawia. Czy cechy bohaterów były cechami otaczających go osób? - Nie, nikogo nie parodiuje, nie karykaturuję, to wszystko rodzi się tu. - wskazuje palcem na głowę Sapkowski. Na pytanie o najbardziej udaną książkę według niego samego, odpowiada: - Czyli, że mam powiedzieć, która z moich brzydkich córek jest najładniejsza? Nie, nie robię rankingów.

Jak sam tłumaczy, dla nas jego książki to piękne opisy przyrody, chwytające za serce przygody, ciekawe i intrygujące sytuacje, zachody słońca, bohaterowie, jednak dla niego to są tylko literki. Literki, które składa w wyrazy, wyrazy w zdania, a zdania w konkretny tekst. Dla niego to materiał, dla nas produkt, jakże wyśmienitej jakości!

Sapkowski, jak sam powiedział, nie napisał jeszcze najlepszej książki. Jednak każda wydana pozycja, każde tłumaczenie, nawet każde spotkanie z czytelnikami sprawia mu przyjemność i radość. W swoich wywodach jest bezpośredni i dosadny. Jeżeli ma powiedzieć, że czegoś ma dość, zapewne bez pardonu powie, że czymś rzyga.

Na koniec został zapytany, jak to zwykle bywa na spotkaniach autorskich, o to nad jakim dziełem obecnie pracuje i kiedy możemy się go spodziewać w księgarniach. - Nie powiem, bo ukradną mi pomysł. Taki jest teraz rynek. - odpowiada na ostatnie z wielu pytań zadawanych zarówno przez młodych, jak i starszych czytelników. Wiemy jednak, już nie od Sapkowskiego, że jest to powieść fantasy, której akcja toczy się podczas II wojny światowej. Zapowiada się ciekawie.

poniedziałek, 21 lipca 2008

Superpuchar Polski dla Legii

20 lipca w Ostrowcu Świętokrzyskim Wisła Kraków spotkała się z Legią Warszawa, by walczyć o Superpuchar Polski. Na stadion przy ul. Świętokrzyskiej przybyło około 600 kibiców ze stolicy i nieco mniej fanów z Krakowa. Pozostałych kibiców, głównie z Ostrowca, było ponad 3 tys.

Wisła zagrała w rezerwowym składzie, ponieważ dzień wcześniej rozegrała sparingowe spotkanie z Liverpoolem (1:1). Legia Warszawa strzeliła pierwszą bramkę już w 13. minucie spotkania. Jej autorem był Takesure Chinyama. Na odpowiedź Wiślaków nie trzeba było długo czekać. 2 minuty później rzut wolny wykonał Krzysztof Mączyński, którego wrzutkę wykorzystał Grzegorz Kmiecik, pokonując Jana Muchę strzałem głową. Rozstrzygająca bramka padła dopiero w 87. minucie, kiedy to zaskoczony lobem Piotra Rockiego bramkarz Wisły musiał wyciągać piłkę z siatki.

Spotkanie wg mnie stało na dość niskim poziomie, o wiele ciekawiej było na trybunach, gdzie fani z Krakowa i Warszawy co rusz sobie ripostowali. Kibice Legii dopingowali swój zespół przez cały mecz, nie zapominając oczywiście o "pozdrowieniach" dla ITI, które brzmiały: dla mnie luty, dla ciebie maj, je*ać je*ać ITI!.
Albo taka wymiana zdań:
Wisła śpiewa: Wisła!!!
Legia: Kur*a!!
Wisła ripostuje: Twoja stara!

Śmiech na sali.

Przeczytaj relację Piotra Adamczyka z tego spotkania na łamach wiadomości24.pl

Również w tym serwisie opublikowana została galeria zdjęć z tego spotkania mojego autorstwa. Zapraszam!

środa, 9 kwietnia 2008

Młody ostrowczanin wicemistrzem Polski w trójboju siłowym

W dniach 4-6 kwietnia zawodnicy reprezentujący ostrowiecki klub „Black & White” próbowali swoich sił na Mistrzostwach Polski Juniorów w Trójboju Siłowym organizowanych w Białymstoku. Maciek Bańcer, 16-letni członek zespołu, został wicemistrzem Polski w kategorii do lat 20.
W mistrzostwach organizowanych przez UKS "Osiedla Bacieczki" w Białymstoku wzięło udział trzech zawodników z Ostrowca Świętokrzyskiego: Maciej Bańcer, Adrian Bajor oraz Adrian Graczak. Trenerem oraz opiekunem podczas zawodów był właściciel klubu Black & White, Grzegorz Kępa.

Młodszy nie znaczy gorszy

Najmłodszy z zawodników, Maciek Bańcer, członek kadry narodowej, miał w Białymstoku najlepszy wynik spośród całej trójki ostrowieckich trójboistów. Mimo młodego wieku można powiedzieć, że jest weteranem w swojej konkurencji. W grudniu został mistrzem Polski w kategorii do lat 18 (kat.
wag do 110 kg).

Trójbój siłowy składa się z trzech konkurencji: przysiad ze sztangą na barkach, wyciskanie sztangi leżąc oraz martwy ciąg (podnoszenie sztangi z ziemi do wyprostu ciała). Maciej Bańcer w tych konkurencjach uzyskał odpowiednio: 205 kg, 135 kg (w koszulce do wyciskania) i 215 kg. Łącznie podniósł 555 kg, co jest jego życiowym rekordem. Wynik ten zapewnił Maćkowi II lokatę w kategorii 110 kg do lat 20 oraz V miejsce w kat. do lat 23. Trzeba tutaj nadmienić, że był on najmłodszym zawodnikiem w swojej kategorii wagowej.

- Cykl przygotowawczy do tych zawodów trwał około 10 tygodni. Jednak moje przygotowania zostały przerwane problemami zdrowotnymi, co wiązało się z dwutygodniową przerwą w treningach. Potem trener zmodyfikował mój plan treningowy, co dało bardzo pozytywny efekt i byłem przygotowany do zawodów mimo przerwy - powiedział wicemistrz Polski w trójboju siłowym. - Wyniku się nie spodziewałem. Wiedziałem, że będą zawodnicy dużo starsi ode mnie, co się przeważnie wiąże z wyższymi wynikami. Zrobiłem tyle, na ile było mnie stać - powiedział Wiadomościom24.pl członek kadry narodowej.

Już w czerwcu w Doniecku odbędą się Mistrzostwa Europy w Trójboju Siłowym. Maciek ma bardzo duże szanse, aby w nich wystartować. - Żeby pojechać na Mistrzostwa Europy trzeba zostać zakwalifikowanym przez Polski Związek Kulturystyki Fitness i Trójboju Siłowego. Nie wiem czy mój wynik będzie wystarczający, aby mierzyć się na arenie europejskiej. Jeżeli nie pojadę w tym roku, będę się starał podwyższyć mój wynik na tyle, ile to będzie możliwe i walczyć o kwalifikacje za rok - dodaje Maciej.

Udany debiut Graczaka i potknięcie Bajora

Adrian Graczak ma 20 lat i ćwiczy w klubie Black & White dopiero rok, jednak już uzyskuje bardzo dobre wyniki. W zawodach powiatowych zajął I miejsce w wyciskaniu na klatkę leżąc. Mistrzostwa Polski w Białymstoku były dla niego pierwszymi zawodami na tak wysokim szczeblu oraz pierwszymi w trójboju siłowym. Podnosząc w przysiadzie 170 kg, wyciskając 130 kg na klatkę oraz podnosząc 190 kg w martwym ciągu, Adrian zapewnił sobie IV miejsce w kategorii wagowej 110 kg do lat 20. - Jestem zadowolony z wyniku, ponieważ potwierdziłem swoje możliwości. Z chęcią wezmę udział w kolejnych zawodach, gdzie mam nadzieję pokażę się z lepszej strony. Startuje w takich zawodach, bo lubię adrenalinę, rywalizację. Lubię atmosferę w klubie, a każde zawody są dla mnie ciekawym przeżyciem - powiedział Wiadomościom24.pl Graczak.

5 kwietnia z pewnością nie był udanym dniem dla Adriana Bajora (kat. wag. 82,5). Adrian zaliczył najpierw 140 kg w przysiadzie, potem założył specjalne bandaże na kolana chcąc podwyższyć wynik. Popełnił jednak błędy techniczne i nie zaliczył pozostałych podejść. W wyciskaniu leżąc również nie udało mu się zaliczyć żadnego podejścia i niestety nie został sklasyfikowany w dalszych zawodach. Miejmy nadzieję, że kolejne występy będą dla Adriana równie udane jak kolegów z drużyny.

Więcej informacji o klubie Black & White na stronie www.

Habakuk i kobranocka zagrają podczas Dni Ostrowca

W minionym tygodniu Miejskie Centrum Kultury wraz z Urzędem Miasta odkryli tajemnicę jaką skrywali przed mieszkańcami miasta.
Odpowiedzieli na najczęściej zadawane pytanie przez spragnionych muzyki ostrowieckich fanów. Habakuk i Kobranocka (jak dla mnie bomba) zagrają w Ostrowcu pod koniec maja na Dniach Ostrowca!

Podczas tej, trwającej od tego roku aż dwa tygodnie, imprezie zagrają również Fiesta Loca, Pectus, wystąpi Edi Ann oraz bracia Cugowscy. Całość tegorocznych Dni Ostrowca uzupełnią liczne wystawy, rozgrywki sportowe, piknik archeologiczny, a nawet…noc horrorów w kinie „Etiuda”.

Ciekawe jak zaprezentują się dwa zespoły, które mnie osobiście interesują najbardziej.
Muzykę tworzoną przez zespół Habakuk możecie ściągnąć ze strony mp3.wp.pl. Kawałki Kobranocki możecie przesłuchać na youtube. Kto by pomyślał, że piosenka "Kocham Cię jak Irlandię" stanie się odzwierciedleniem rzeczywistości.. dla co poniektórych. :)

poniedziałek, 17 marca 2008

Wystawa zdjęć w MCK'u

15 marca o godzinie 18., w Miejskim Centrum Kultury w Ostrowcu Świętokrzyskim, odbył się wernisaż z okazji IV Dorocznej Wystawy oraz pięciolecia istnienia Fotoklubu Galeria MCK. Wystawiono prace 48 fotografów. Zobacz zdjęcia z wernisażu.

Zobacz więcej zdjęć w serwisie wiadomości24.pl

poniedziałek, 3 marca 2008

I tak dalej, i tak dalej..

Sprawa rzekomego molestowania seksualnego dyrektora III LO w Ostrowcu Św., o której pisałem wcześniej, ciągnie się już 6. dzień (i pociągnie się jeszcze dłużej, jak mordoklejka..) a żadnego konstruktywnego wniosku nie widać. W piątek w trakcie manifestacji reporter tvn24, Rafał Stangreciak, zaproszony przez uczniów liceum do naszego miasta w celu wyjaśnienia, kuriozalnej dla nas wszystkich sprawy, odpowiedział, że reportaż był jak najbardziej obiektywny i nie ma zamiaru przyjeżdżać. Kolejne próby nawiązania kontaktu telefonicznego z reporterem zakończyły się fiaskiem.

Przez weekend w internecie trwała (i trwa nadal) burzliwa dyskusja na temat "niemoralnej propozycji dyrektora", bowiem pod takim tytułem został opublikowany artykuł. Dzisiaj, tj. w poniedziałek, ekipa tvn24, przyjechała do naszego liceum (samochodem tvn style :) w celu (cytuję Rafała Stangreciaka) "przedstawienia naszej obrony dyrektora". Zapytałem się reportera, zupełnie poza kamerami, ile minut z tych około 30-40 jego rozmowy z uczniami liceum (a możliwe, że też innymi osobami związanymi ze sprawą), zostanie przedstawione w materiale. Odpowiedział, że około 5. W jaki sposób zachowa pełny obiektywizm sytuacji? Mam nadzieje, że mu się to uda.Szkoda, że dla dziennikarza sprawa taka jak ta jest kolejnym kąskiem, który może chapnąć i czerpać z tego korzyści, w tym przypadku materialne. A dla nas, dla osób, które chodzą do tej szkoły, są zaangażowane w życie szkolne, ta sprawa jest problemem, który trzeba rozwiązać, a pozostały brud szybko sprzątnąć.

Cała sprawa jest pokręcona i zawiła jak ludzkie jelita. A próba dowiedzenia się kto, kiedy i dlaczego wywołał tą burzę graniczy z cudem. A ja cudotwórcą nie jestem. Zostawiam sprawę odpowiednim organom władzy...

niedziela, 7 października 2007

Amatorszczyzna w Ostrowcu

W Ostrowcu Św. bardzo często można usłyszeć: „w tym mieście nie ma koncertów!”. Co można poradzić tym, którzy uwielbiają chodzić na koncerty, jednak ich poziom w Ostrowcu nie zachęca do udziału w nich?

W naszym mieście są jedynie dwa kluby, w których czasem odbywają się "koncerty" o ile można tak nazwać amatorskie granie, nieznanych zespołów, dla 30 fanów muzyki rockowej, w tym tylko 10 tańczących pogo, cisnących się w pomieszczeniu 2x2. Tak było na koncercie Bruno Schulz..

Mój „staż koncertowy” nie jest imponujący z racji wieku, jednak kilka ich już zaliczyłem. Podczas jednego festiwalu poza granicami mojego miasta usłyszałem więcej dobrych zespołów niż przez całe życie w Ostrowcu! Mowa tutaj o "skarfeście" w Skarżysku. Na imprezie tej zagrały: happysad, hurt, habakuk, hey i hunter. bilet zapłaciłem 25 zł, a więc łatwo obliczyć, że każdy z wyżej wymienionych zespołów zagrał dla mnie za jedyne 5 zł (gdybym bilet, kupił jeszcze wcześniej, koszt jednego koncertu wyniósłby zaledwie 4 zł.), podczas gdy w piątek w moim rodzinnym mieście za koncert zespołu Bruno Schulz (słyszeliście o nim?), który trwał dwie godziny, zapłaciłem 8zł. Natomiast dwa tygodnie temu za koncert Farben Lehre 15 zł.

Koncerty gwiazd wielkiego formatu nie odbywają się w Ostrowcu zbyt często, nad czym bardzo ubolewam. Dobry zespół zagrał w O-cu ponad 4 miesiące temu. Był to Dżem. Impreza została zorganizowana m.in. przez Prezydenta Ostrowca, któremu zawdzięczamy kolejny koncert, jednak ustępował on temu z początku lipca, czyli koncertu zespołu Raz Dwa Trzy. Od tamtego czasu do dzisiaj odbyły się 3 koncerty. Mało czy dużo? Dla mnie mało, zwłaszcza, że ten ostatni, o którym pisałem na wstępie, bardzo mnie rozczarował.

Co na to poradzić? Myślę, że współpraca miasta z właścicielami tych dwóch klubów, które mimo różnych przeciwieństw starają się, aby w mieście „ktoś” grał, byłaby dobrym posunięciem, bowiem ci właściciele wiedzą jakie zespoły są teraz na topie i na jakie młodzież i starsi przybyliby tłumnie.

Uważam, że inwestycja w jakiś większy klub, w którym odbywałyby się częstsze koncerty znanych zespołów, również przydałaby się fanom muzyki rockowej i metalowej, których przecież w Ostrowcu jest dużo.
Nie chciałbym na koncerty dobrych zespołów jeździć do innych miast, a w Ostrowcu słuchać tylko tych początkujących. Nie tylko ja mam nadzieje, że obecny stan rzeczy w związku z koncertami zmieni się na lepsze i to szybko.