środa, 21 stycznia 2009

Kochana babciu...

Mamy moich rodziców nie żyją. Rodzicielka mojego taty zmarła piętnaście lat temu, w wieku 48 lat. Natomiast babcia Danuta zmarła osiem dni po urodzeniu córki. Miała 22 lata, a jej imieniem obdarowano... moją mamę.

Babcia Stasia, mama mojego taty, pracowała w hurtowni zabawek i praktycznie co dzień przynosiła mojemu starszemu bratu nową zabawkę. To nic, że po kilku godzinach nie była ona zdatna do użytku. Zawsze znalazła się kolejna dla "księciunia", jak babcia zwykła mawiać na mojego brata. Z babcią Stasią kojarzy mi się jedynie szara, nakręcana myszka, którą od niej dostałem. Babcia długo chorowała na nadciśnienie. Gdy miałem dwa lata nastąpił wylew i zmarła... Dziesięć lat później dołączył do niej mój dziadzio, którego pokonał rak. Kochany dziadek - jego na szczęście pamiętam bardzo dobrze, wiąże się z nim wiele ciepłych i miłych wspomnień. Na pierwszą myśl przychodzi mi wspólna, moja i jego, podróż do Holandii.

Babcia Danuta zmarła, gdy miała 22 lata. Młoda, piękna kobieta, zmarła wskutek zakażenia, które wdarło się po cesarskim cieciu. Dzieckiem, które wówczas urodziła, jest moja mama. Nie miała możliwości zobaczenia na własne oczy swojej mamy, tym bardziej ja nigdy nie widziałem swojej babci.

Całe szczęście, że mam jeszcze dziadka. Jak dobrze, że postanowił poślubić babcię Zosię. Tak! Mam babcię! Nieważne, że nie jest moją rodzoną babcią. Nie odrzuciła mojej mamy jako swojego dziecka, a tym bardziej nas, czyli mnie i mojego rodzeństwa, jako swoich wnuków. Choć teraz nie spotykamy się zbyt często, ponieważ babcia choruje, często o niej myślę. Przypominam sobie wszystkie moje wizyty w dziadkowym domu.

[plik 1 lewa]Za każdym razem, kiedy przyjeżdżałem do dziadków, a swego czasu było to bardzo często, babcia miała coś przygotowane. A to placuszek, a to jagodzianki... jeszcze ciepłe! A jakie dobre! W ferie zimowe lub w wakacje zostawałem u dziadków na całe tygodnie. Dziadkowie mieszkają w bloku popegeerowskim, nie posiadają żadnego bydła ani pola pod uprawę. Dlatego często chodziłem z babcią po mleko do gospodarstw, które takowe posiadały. Do sklepów niestety nie chodziłem, bo jakoś nie widziało mi się wstawać o piątej czy szóstej rano. Pamiętam jednak, że zawsze, kiedy trzeba było, sam siadałem na rower i robiłem dla niej zakupy. Pomimo że babciny dom mieści się na wsi, nie jest on gospodarstwem wiejskim, a co za tym idzie, nie kojarzą mi się z tym domem typowe wspomnienia, czyli krówka, koń, et cetera. Zapamiętałem jednak wspaniałe wypieki i obiady babci, a przede wszystkim ciepło, jakie wokół siebie potrafiła wytworzyć babcia Zosia, no i dziadek Józef.

Dziękuję Bogu za to, że jeszcze z nami jesteście. A Wam, Drodzy Dziadkowie, że wiąże się z wami tyle miłych wspomnień oraz za to, jakimi osobami jesteście. Życzę Wam przede wszystkim zdrowia i szczęścia, choć zdaję sobie sprawę, jak trudne jest dźwiganie tak ciężkiego bagażu jakim jest życie, zwłaszcza, gdy dokucza nam choroba.

obraz jest autorstwa Georgiosa Iakovidisa i jest wykorzystany na licencji Creative Commons

poniedziałek, 19 stycznia 2009

Opór przeciwko filmowi "Opór"

Redakcja strony internetowej stopklatka.pl opublikowała list, który napisał Franciszek Gajek w imieniu społeczności blogmedia24.pl. W liście społeczność blogerska kategorycznie protestuje przeciwko premierze amerykańskiego filmu "Opór", w którym przeistoczono fakty historyczne. List został również wysłany do prezydenta, premiera, urzędów państwowych i do mediów. Premiera filmu w Polsce ma mieć miejsce 23 stycznia 2009 roku.

W liście czytamy m.in.:

"My niżej podpisani stanowczo protestujemy przeciw emisji, tak w Polsce, jak i na świecie kłamliwego, całkowicie fałszującego prawdę historyczną filmu "Defiance", który przedstawiając zwykłych zbrodniarzy jako bohaterów, obraża pamięć setek bezbronnych polskich cywilów, zamordowanych w czasie wojny.

31.XII 2008 r. wszedł na ekrany amerykańskich kin film "Defiance" z Danielem Craigiem w roli głównej.

W Ameryce film ten otrzymuje entuzjastyczne recenzje zachwyconych nim krytyków. Wszyscy są wzruszeni pięknem i "autentyzmem", historii braci Bielskich i ich żydowskiego oddziału, który w filmowej fikcji dzielnie walczy z hitlerowskim okupantem, ratując przed holocaustem tysiące ludzi. Scenariusz filmu oparty jest na cząstce prawdy, a charakter działalności braci Bielskich w nim zarysowany, z bezwzględnych rozbójników, czyni bohaterów.

Wbrew temu, co można obejrzeć w filmie "Defiance" oddział braci Bielskich, w świetle swoich własnych oświadczeń, mimo swej znacznej liczebności, nie prowadził prawie żadnych walk z Niemcami. Na terenie pobliskiej miejscowości Naliboki, w puszczy gromadzili się rozbitkowie z Czerwonej Armii, tam też chroniła się ludność żydowska. Żydzi utworzyli dwa duże "obozy rodzinne". Pierwszym zawiadywali bracia Bielscy (Tewje, Asael, Zus i Aron). Schronili się w nim uciekinierzy z Naliboków i pobliskich miejscowości. W 1944 r. liczył on 941 osób, w tym sporo kobiet i dzieci. Tylko 162 osoby były uzbrojone. Obóz drugi, pod dowództwem Simchy Zorina, gromadził uciekinierów z gett. Liczył 562 osoby (w tym 73 uzbrojone) i przez cały okres wojny nie stoczył żadnej znaczącej potyczki z Wehrmachtem.

Film "Defiance" pokazuje walki "partyzantów" Bielskiego z hitlerowcami. W rzeczywistości największą i najsłynniejszą "bitwą", jaką stoczył w czasie wojny jego oddział, był pogrom polskiej ludności cywilnej w Nalibokach, którego żydowska bojówka dokonała razem z "partyzantami" sowieckimi 8 maja 1943 r. W czasie tej masakry zginęło ok. 120 bezbronnych osób, w tym kobiety i dzieci. (...)

Media w każdym kraju powinny być głosem opinii społecznej, głosem narodu. Tymczasem media w Polsce nie tylko nie stanęły w obronie honoru Polaków. Niektóre z nich, postawiły sobie za cel utrwalenie kłamliwej wizji historii, przedstawionej w filmie "Defiance".

Szczególnie haniebną rolę odgrywa tu redakcja "Gazety Wyborczej", które od pond roku próbuje rozmyć prawdę o "partyzantach" Bielskiego i zbrodni dokonanej w Nalibokach.

Dlatego zdecydowanie protestujemy również przeciwko skandalicznej postawie dziennikarzy "Gazety Wyborczej" i kompromitującym ich samych artykułom, w których starają się oni promować braci Bielskich jako "polskich bohaterów", co najwyżej "nieco kontrowersyjnych". (...).
w imieniu społeczności blogerskiej http://www.blogmedia24.pl
Franciszek Gajek"

Całość listu czytaj na stopklatka.pl

sobota, 17 stycznia 2009

Gruzini atakują Abchazję i Osetię

Na szczęście tylko w grze. Na rosyjskim portalu gier internetowych za jedyne 169 rubli można pobrać wojenną grę, której akcja toczy się na terenie północnego Kaukazu i w znanych europejskich miastach, a stronami konfliktu są Rosja i Gruzja.

Gra, której tytuł można przetłumaczyć jako "Sprzeciw. Egzekwujmy pokój", pojawiła się na rosyjskiej stronie gamePitStop.ru. Można ją ściągnąć na swój komputer po wpłaceniu 168 rubli, czyli około 20 zł.

Zgodnie z fabułą gry w 2009 roku Gruzini atakują tereny Abchazji i Osetii. Później akcja gry przenosi się na północne tereny Kaukazu i do znanych europejskich miast. Zadaniem gracza, z założenia Rosjanina, jest sprzeciwienie się armii wroga i egzekwowanie pokoju na tych terenach. W wojennych walkach biorą udział po jednej stronie wojska rosyjskie, a po drugiej gruzińskie, wspierane przez NATO, na którego czele ma stać Polska i Ukraina, blokująca Flotę Czarnomorską w Sewastopolu. Na okładce gry znajduje się podobizna prezydenta Gruzji, Michaił Saakaszwili.

Oprócz armii Polski i Ukrainy w wojnie biorą udział wojska Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Abchazji i Niemiec. Gracz, by zniszczyć wrogą armię, wykorzystuje przeróżne jednostki: flotę, piechotę itp. Do ostrzeliwania używa statków, wyposażonych w rakiety "Tomahawk".

Stanisław Sudnik - wspaniały obywatel ziemi świętokrzyskiej

Wczoraj o godzinie 18 odbyło się w Ostrowcu Świętokrzyskim otwarcie galerii Stanisława Sudnika pt. "Wszystkie moje miłości". Galerię zdjęć możecie zobaczyć w serwisie Wiadomości24.pl. Ekspozycja będzie czynna do 18 lutego.

Stanisław Sudnik to przyrodnik z zamiłowania, projektant zieleni z wykształcenia (Wyższa Szkoła Rolnicza w Poznaniu), wszechstronnie zasłużony dla Ziemi Kieleckiej znawca i miłośnik naturalnego środowiska życia człowieka, inicjator rozwoju ruchu artystycznej fotografii w Ostrowcu Świętokrzyskim, wszechstronnie uzdolniony twórca, rysownik, malarz, korzenioplastyk, pamiętnikarz. Stanisław Sudnik urodził się 4. grudnia 1921 r. w Zochcinie nieopodal Opatowa. Po ukończeniu studiów na WSR powrócił do rodzinnego miasta.

Pozostał wdzięczny swojemu regionowi i w 1959 roku podjął pracę w Zakładzie Obsługi Zieleni w Ostrowcu Świętokrzyskim, na stanowisku kierowniczym. To dzięki niemu zaprojektowano i zrealizowano tereny zielone w Ostrowcu Św. Niedługo po objęciu pracy projektanta zieleni rozwinął działalność na terenie całego województwa kieleckiego. Od 1968 r. rencista. W latach pięćdziesiątych był najlepszym znawcą problematyki terenów zielonych w województwie, należał również do czołówki krajowej projektantów zieleni. Zorganizował od podstaw służbę ochrony i tworzenia zielonych płuc miasta. U podstaw tego zawodowego sukcesu leżała umiejętność wczuwania się w zasady ekologii oraz projektowania terenów zielonych w formie tworzenia obszarów biologicznych wzajemnie sprzyjających sobie. Równolegle do pracy zawodowej i niejako na marginesie osiąganych w niej sukcesów, Stanisław Sudnik rozwija twórczość artystyczną w wielu dziedzinach i uprawia różne dyscypliny twórcze (w nieprofesjonalnej formie). Zachęcony bezpośrednim przykładem wyniesionym z domu rodzinnego, rysuje, maluje, rzeźbi (korzenioplastyka). Jednakże najważniejszym, a z czasem wiodącym i najistotniejszym osiągnięciem Pana Stanisława stała się Jego twórczość fotograficzna. Fotografię poznał przed II wojną światową, jednakże dopiero w 1946 roku rozpoczął wykonywanie fotograficznej dokumentacji przemian hutniczego miasta. W pełni świadomie używa aparatu fotograficznego do kreowania własnej twórczości od 1952 roku, to jest od czasu powstania Świętokrzyskiego Towarzystwa Fotograficznego w Ostrowcu Świętokrzyskim. Od jego powstania do 1969 r. pełnił nieprzerwanie funkcję Prezesa. W ciągu roku ŚTW organizowało od 4 do 5 interesujących wystaw fotograficznych. W pamięci ostrowiaków pozostały Wystawy Doroczne ŚTF oraz wystawy zaproszonych twórców (wydarzeniem artystycznym dużej miary była wystawa Edwarda Hartwiga), wymiana artystyczna z czechosłowackim Pilznem oraz udane wystawy tematyczne i wiele innych wystaw i imprez. W 1979 r. S. Sudnik reaktywował działalność ŚTF w Ostrowcu Św., przyjął funkcję Komisarza Ogólnopolskiej Wystawy Fotograficznej pt. "Staropolskie Zagłębie Przemysłowe", jednakże decyzja ta nie przyniosła spodziewanego rozwoju fotografii ostrowieckiej.

Ukoronowaniem drogi fotograficznej Stanisława Sudnika był fakt podjęcia przygotowań, kandydowania, a w rezultacie uzyskania członkostwa ZPAF (1983 r.). Fakt ten w sposób realny, ale również symboliczny, przyczynił się do wspaniałego rozwoju fotografii w Mieście Ostrowcu, w mieście, w którym z uporem i z samozaparciem, konsekwentnie przez lata pozostający w cieniu, pomijani i zapominani, pracowali ludzie - artyści w rodzaju Pana Stanisława. Nie można zapominać, że w obecnym kształcie sztuki fotograficznej w Ostrowcu Świętokrzyskim, ma swój skromny udział Stanisław Sudnik. Nowy etap pracy artysty otworzyła fotografia barwna, stała się ona klamrą spinającą światłoczułą sztukę artysty (czarno-białą z barwną). Znakomicie wzmocniła ona ekspresję fotogramów, podkreśliła walory dokumentacyjne fotografii, wytworzyła klimat oraz wzmocniła temperaturę uczuciową dzieł.

Za swoją twórczość fotograficzną oraz za społeczną aktywność organizacyjną Stanisław Sudnik otrzymał: Krzyż Zasługi, Odznaka "Zasłużony Działacz Kultury", Medal 1000-Lecia Państwa Polskiego, Nagroda Ministra Gospodarki Komunalnej za urządzenie zieleni Ostrowca Świętokrzyskiego, Dyplom Honorowy Federacji Amatorskich Stowarzyszeń Fotograficznych w Polsce, Dyplom Jana Bułhaka za wysoki poziom prac fotograficznych, Medal 40-lecia ZPAF oraz Medal Okręgu Świętokrzyskiego ZPAF. Prace fotograficzne artysty trafiły między innymi do zbiorów: Muzeum Narodowego w Kielcach, Muzeum Kultury Leśnej w Gołuchowie, Okręg Świętokrzyski ZPAF - Kielce, BWA Kielce, oraz do kolekcji prywatnych w kraju i za granicą.

Życie i twórczość Stanisława Sudnika w ocenie Wojciecha Kotasiaka i Jerzego Daniela:

Artysta jest obecny od ponad 50 lat w regionie świętokrzyskim, w kulturze Ostrowca Świętokrzyskiego i w fotografii polskiej. Jego szarmancki sposób bycia i liczne przyjaźnie sprawiają, że jest ogólnie lubiany, znany i ceniony. Żadne przedsięwzięcie kulturalne nie może odbyć się bez udziału Stanisława Sudnika. Popularność artysty w Ostrowcu wynika z ambicji i z pracy artysty oraz wiąże się ze stylem życia, którym może on zaimponować (Wojciech Kotasiak, 1976).

Na popularność i przyjaźń artysta w pełni zasłużył. Jego dom przy ulicy Polnej 44 jest otwarty dla wszystkich: dla maluczkich i dla znakomitości ze świata kultury. Nikomu nie odmawia uwagi, dzieli się rozmową, radzi, pyta, odpowiada, a wreszcie przekazuje doświadczenia długiego i owocnego życia. Jest uczynny, koleżeński i skromny. Skromnością człowieka, który robi coś, co mu w pełni odpowiada, co mu sprawia satysfakcję i radość, pragnie się nią bezinteresownie i szczerze dzielić z innymi (Jerzy Daniel).

Źródło biografii: tekst Pawła Pierścińskiego.

czwartek, 15 stycznia 2009

Wspomnienia o Holandii...

Każdy ma zajawkę na jakiś kraj. Cejrowski ma zajawkę na Ekwador, w którym posiada dużą posiadłość ziemską, i Meksyk, gdzie ma dom - mieszka w nim sporadycznie od lat 80. ubiegłego wieku. Leszek Czarnecki, najbogatszy Polak, ma zajawkę na Francję. Podolski i Klose mieli - i pewnie nadal mają - zajawkę na Niemcy. A ja.., a ja mam zajawkę na Holandię.

Opiewałem ją w niejednym artykule i ukazywałem jej piękno w wielu galeriach. Nietuzinkowe, nizinne krajobrazy, nieskazitelnie czyste miasta, miasteczka, piękne wybrzeża, plaże, zabytki - wszystko to sprawia, że Holandia, choć bardzo malutka, może równać się innymi pięknymi państwami. Holandia to nie tylko fauna i flora, ale również ludzie. A może nawet przede wszystkim ludzie. Holandia, jako jedna z trzech państw Europy, całkowicie legalizuje związki homoseksualistów. W Holandii bez problemu zakupimy marihuanę i inne lekkie narkotyki (warunek - 18 lat). Piwa możemy się napić na ławce w parku już od 16. roku życia. Żyją w tym kraju ludzie o każdym kolorze skóry, którzy w domowym zaciszu mówią w najprzeróżniejszych językach. Pomimo wymieszania kultur i osób o różnych orientacjach, ale i zboczeniach, w Holandii rzadko spotykamy się z rasizmem i agresją. Oczywiście wyjątki się zdarzają, bo niestety nie jest to Idylla dla młodych i pięknych, ale jest to kraj mogący być wzorcem dla Polski. Mieszkańcy naszego kraju, my wszyscy, musimy zmienić swoje nastawienie choćby do homoseksualistów. Biedroń w programie "Rozmowy w toku" powiedział, że nie oczekuje, że w Polsce szybko to się zmieni. Trudno w ogóle to sobie wyobrazić. Ma on jednak nadzieję, jak i inni geje, że Polska wreszcie zrozumie realia życia w 21. wieku i będzie tolerowała takie osoby. Głosy za i przeciw wciąż się jednak u nas kłócą. Musimy również zdać sobie sprawę z tego, że w kraju, w którym na co dzień używa się takich słów jak "dziękuję", "przepraszam", "dzień dobry" i "do widzenia" po prostu żyje się lepiej.

Dlaczego znów pisałem o Holandii? A no, dlatego, że jest ona częścią mojego życia, wiąże się z nią wiele miłych, wakacyjnych wspomnień, wspaniałych przeżytych chwil. Dla mnie wszystko to, co miłe, wiąże się właśnie z tym państwem. Mam tam rodzinę, a odwiedziłem ten kraj już chyba 7 razy. Za każdym razem odkrywam nowe miejsca, które robią na mnie gigantyczne wrażenie. Przed wami kompilacja zdjęć z mojego ostatniego pobytu w Holandii, jakże ważnego, bo spędzonego z ukochaną osobą.

środa, 14 stycznia 2009

Wysyłaj smsy, wygrywaj nagrody!

Drodzy czytelnicy, wszyscy znajomi i nieznajomi, bracia i siostry, przychodzę dziś do Was ze wspaniałą wiadomością! Otóż możecie głosować! Tak już od teraz! Sms'y o treści E00163 wysyłajcie na numer 7144!


Jako, że już długi czas piszę bloga, w tym roku postanowiłem zgłosić go do konkursu na Blog Roku 2008. Blog decyzją kapituły został zakwalifikowany do finałowej rozgrywki, czyli do smsowego głosowania. Jeżeli mój blog, na którym niewątpliwie się teraz znajdujecie, podoba się i uważacie, że są na nim ciekawe treści, proszę serdecznie was wszystkich o oddanie głosu.

Koszt to tylko 1,22 zł. Środki uzyskane z SMS organizatorzy przeznaczą dzieciom z porażeniem mózgowym. W ubiegłym roku było to prawie 60 tys. złotych. Głosujący wezmą natomiast udział w losowaniu atrakcyjnych aparatów cyfrowych Casio Exilim EX-Z80.

Wyślij sms o treści E00163 na numer 7144.

Z góry serdeczne dzięki!

sobota, 10 stycznia 2009

Anna Musiałówna: Fotografia to moja życiowa pasja

Anna Musiałówna, reporterka tygodnika Polityka, to niesłychanie wrażliwa osoba o niezwykłym usposobieniu. Rozmawialiśmy o jej pasji, jaką jest fotografia, o kondycji dzisiejszych mediów i o dziennikarzach obywatelskich. Anna Musiałówna znalazła chwilkę na po wernisażu galerii zdjęć pt. "Polska lat 70.", której jest kuratorką.

Bartłomiej Graczak: Czy kiedykolwiek spotkała się pani z osobami, które mówią o sobie: jestem dziennikarzem obywatelskim?
Anna Musiałówna: Nie.

- Oto jestem. Jako dziennikarze obywatelscy przekazujemy rzetelne informację z regionu, piszemy o tym, co nas dotyczy, interweniujemy u władz miasta... Po prostu: piszemy, fotografujemy i filmujemy wszystko to, co się wokół nas dzieje. Wszystko to w słusznej sprawie, nie za pieniądze.
- Bardzo szczytna akcja. Jeżeli coś takiego naprawdę istnieje, ja bardzo chętnie mogę spotkać się z takimi ludźmi i wymienić doświadczenia. Ostatnio założyłam Stowarzyszenie Dokumentalistów, pragnę wciągnąć w to młodych ludzi, którzy nie są profesjonalistami. Staram się zwrócić uwagę młodego człowieka na otoczenie, w którym żyje. Na jego życie.

Mnie na przykład interesuje wszystko, co jest indywidualne, co należy do jakiegoś regionu - lokalna architektura, obyczaje - to wszystko, z czego człowiek wyrasta. Nie można tego wymazać, wykreślić, to zostaje w nas. Nie kupimy w supermarkecie nowego życia, które nie ma żadnych fundamentów. Jeżeli są ludzie, którzy tworzą tylko i wyłącznie z pasji samego tworzenia, to wspaniale. Jestem gotowa podjąć z nimi współpracę.

- Co spowodowało, że pasjonuje się Pani fotografią reporterską?
- Wyrosłam w domu fotografa. Miałam fantastyczną mamę, która niestety nie żyje od zeszłego roku. Potrafiła ona utworzyć w domu wspaniałą atmosferę. Zapraszała wszystkich do swojej kuchni. Do takiego fotografa przyjeżdżały kobiety z różnych wsi, na przykład z Bodzentyna. Ja przysłuchiwałam się ich rozmowom o życiu. Jako dziecko byłam świadkiem, słuchałam tego, co ludzie opowiadają. Bardziej interesowała mnie ludzka opowieść, która nie była przeznaczona dla uszu dziecka, niż na przykład jakieś zabawki. Często jako dziecko fotografowałam.
Skończyłam szkołę baletową, byłam artystką baletu, tańczyłam główne role w Teatrze Wielkim. Pewnego dnia miałam wypadek, wskutek którego zwichnęłam rzepkę i nie mogłam wykonywać zawodu. Nie był to jednak dla mnie problem. Do tej pory fotografowałam wtedy, gdy miałam czas. Po próbach chodziłam na ulicę, obserwowałam świat, ludzi. Od tamtego momentu poświęciłam się w całości fotografii.

- Można więc powiedzieć, że fotografia jest Pani życiową pasją?
- Tak, chyba tak.

- W jaki sposób nawiązała się Pani współpraca z tygodnikiem Polityka?- W bardzo prosty sposób. Do Polityki przeszło wielu moich znajomych z czasopisma "itd". Miałam tam znajomych i pewnego dnia, po długim urlopie macierzyńskim, postanowiłam do nich dołączyć. Współpraca z tymi ludźmi jest wspaniała, wszyscy wiemy, co każdy z nas jest w stanie zrobić i wzajemnie się uzupełniamy. Atmosfera jest fantastyczna, nawzajem się szanujemy. Polityka to nie jest świat nowych mediów, tych odczłowieczonych, reprezentuje ona jeszcze jakąś klasę dziennikarstwa.
- Czy według Pani dzisiejsze media potrafią podejść do realizacji reportażu... po ludzku?- Uważam, że dzisiaj prawdziwy reportaż już nie istnieje. Gdzie mamy reportaż? Staramy się, aby on jakoś wyglądał w Polityce; "Duży format" jeszcze reprezentuje jakiś poziom. Reszta to reportaże wojenne, w których brak jest uczuć pojedynczych ludzi, ich historii, przeżyć. Teraz liczy się szok. Nikt bowiem nie zajmuje się przeciętnym człowiekiem, bo jego historia nie jest dla innych ciekawa, a na pewno nie podniesie oglądalności. Zamiast haseł, które mieliśmy wtedy: "Rzetelna praca więcej warta niż pieniądze", dzisiaj hasła głoszą odwrotnie: "Bogaćmy się!". Żebyśmy się pobytem na Jamajce, Sardynii pochwalili przed sąsiadami. Jeszcze kilkanaście lat temu dziennikarstwo reprezentowało jakieś wartości, a to dlatego, że wtedy wszyscy byli równo biedni. A teraz różnica klasowa jest ogromna.
- Jakie słowa przekazałaby Pani wszystkim dziennikarzom obywatelskim, tworzącym dla sprawy, nie dla pieniędzy?- Na pewno serdecznie gratuluję. Warto to robić. Zadowolenia na przykład z pozytywnego rozwiązania sprawy, nawet z samej publikacji, za pieniądze nie da się kupić. Róbcie to nadal! Obserwujcie rzeczywistość, myśląc przy tym i przetwarzajcie świat własnymi oczami, własną wrażliwością. Wrażliwość to podstawa tworzenia. Bez niej nie stworzymy niczego dobrego. Wszystko, co jest naszą twórczością, musi przez nas przejść.
W imieniu p. Anny Musiałówny przekazuję serdecznie pozdrowienia dla wszystkich dziennikarzy obywatelskich.

Zobacz w serwisie Wiadomości24.pl galerię zdjęć z wystawy, której kuratorką jest moja rozmówczyni.

Życie w obiektywie Anny Musiałówny

Anna Musiałówna, reporterka tygodnika "Polityka", odwiedziła 9 stycznia Ostrowiec Świętokrzyski w Galerii Fotografii MCK po to, by opowiedzieć o swojej pasji jaką niewątpliwie jest fotografia oraz wziąć udział w otwarciu wystawy pt. "Polska lat 70.".

Przed spotkaniem autorskim z reporterką nastąpiło otwarcie wystawy zdjęć pt. "Polska lat 70.", której Anna Musiałówna jest kuratorką. Prezentowane na wystawie zdjęcia można zobaczyć w Galerii Fotografii Miejskiego Centrum Kultury w Ostrowcu Świętokrzyskim do 27 stycznia. Dziennikarka "Polityki" opowiadała o historiach związanych ze swoimi zdjęciami i nie tylko. Tłumnie zebrani ostrowczanie z zainteresowaniem słuchali artystki. Na projektorze wyświetlano jej fotografie, a Anna Musiałówna z ogromnym przejęciem o nich opowiadała. Zapraszam do obejrzenia zdjęć i posłuchania opowieści reporterki:



Zobacz galerię zdjęć z wystawy w serwisie wiadomości24.pl

czwartek, 8 stycznia 2009

List do Radia Opatów

"Witam serdecznie całą załogę Radia Opatów, piszę do Państwa w bardzo nietypowej sprawie...

Moje ostatnie spotkanie z wujkiem - którego cała rodzina w głębokim żalu i smutku, pochowała dzisiaj na cmentarzu komunalnym w Ostrowcu Świętokrzyskim - jest związane z rozmową o... Waszym radiu. Mój wujek, Włodzimierz, bardzo chwalił Radio Opatów. - Bardzo dobra muzyka. Radio najlepsze w regionie... - mówił. Godzinami przesiadywał na stołku przy radiu i słuchał Waszej muzyki, Waszych audycji. Wujek słuchający radio najbardziej pozostał w pamięci jego żony, a mojej cioci.

Dziękuje Wam serdecznie w moim i jego imieniu, za to, że jesteście, że tworzycie coś, co dawało szczęście i podobało się mojemu wujkowi. Zmarł on śmiercią bezsensowną w wieku 44 lat. Zostawił żonę i córkę. Nic nie wytłumaczy sensu takiej śmierci.

Bądźcie zdrowi i twórzcie nadal ku uciesze innych ludzi.

Pozdrawiam serdecznie,

Bartłomiej Graczak"

poniedziałek, 5 stycznia 2009

"Żmija" Sapkowskiego już syczy

"Żmija" Andrzeja Sapkowskiego długo się wykluwała. Początkowo była opowiadaniem, jednak ostatecznie przerodziła się w książkę. Zapewne, jeden z najlepszych twórców fantasy w Polsce, pomyślał, że skoro tak dobrze mu idzie - miejmy nadzieję, że to prawda - to dlaczego nie książka?

Ostatni raz Sapkowski książkę napisał trzy lata temu - ukazała się w 2006 roku – była to zamykająca trylogię husycką „Lux perpetua”. Nie myślmy jednak, że, jak czytamy w Newsweeku "od tamtej pory autor milczał". Może nie publikował, ale poświęcił się spotkaniom z czytelnikami i innymi formami promocji swojej osoby i twórczości, a wtedy na pewno nie milczał, wręcz przeciwnie. Niedawno na blogu mogliście przeczytać o jednym ze spotkań. Według Newsweeka będzie to najgorętsze wydanie w młodym roku 2009. "Żmija" pojawi się na rynku mniej więcej za trzy miesiące, nakładem wydawnictwa SuperNowa.

Nadszedł czas na coś nowego i innego. Czas akcji w "Żmiji" to II wojna światowa. Głównym bohaterem powieści jest radziecki żołnierz polskiego pochodzenia. Powieść, szczególnie na początku, przypomina literaturę sensacyjno-wojenną. Książka stanowi zamkniętą całość w przeciwieństwie np. do sagi o Wiedźminie.

Znając kunszt literacki Andrzeja Sapkowskiego mogę jedynie zgodzić się, że za ten tytuł Sapkowski na pewno zgarnie jakieś wyróżnienie. Nie pozostaje nam nic innego, jak tylko czekać na premierę.

Za wikipedią:
Andrzej Sapkowski (ur. 21 czerwca 1948 w Łodzi) – polski pisarz fantasy. Urodził się i mieszka do dzisiaj w Łodzi. Zdobył wykształcenie ekonomiczne. Jest żonaty. Honorowy obywatel Łodzi. Andrzej Sapkowski jest laureatem wielu nagród literackich polskich i zagranicznych, w tym Paszportu Polityki oraz pięciokrotnie nagrody im. Janusza A. Zajdla. W oparciu o cykl wiedźmiński powstała także komputerowa gra RPG, której premiera miała miejsce 26 października 2007 r. Andrzej Sapkowski jest konsultantem tego tytułu.