czwartek, 5 lutego 2009

Głosowanie rozpoczęte!

Kolejny konkurs. Może tym razem się uda? Zaczęło się głosowanie w konkursie na Dziennikarza Obywatelskiego 2008 roku organizowanym przez Wiadomości24.pl. Tym razem nie musicie wysyłać smsów, wystarczy kliknąć w odpowiednią kandydaturę (1. krok), podać swój e-mail (2. krok) i potwierdzić głos klikając w link, który dostaniecie na e-meila (3. krok). Zatem będzie łatwiej! Mam nadzieję, że głosów będzie więcej, bo wygrać mogę nie tylko ja, ale również głosujący, pod warunkiem, że po oddaniu głosu, zarejestrujecie się w serwisie. ;)

W tym konkursie pod głosowanie poddaje się swoje artykuły w roku 2008. Z ponad sześćdziesięciu napisanych w roku 2008 wybrałem trzy, z których jestem najbardziej zadowolony:

Holandia z zielonej perspektywy

Nadzwyczajny Piotrek Starzyk

Moje osiedle, czyli wspomnienia z dziecięcych lat

Moja kandydatura znajduje się na pozycji czwartej pod tym linkiem. Jeżeli uważacie, że powyższe artykuły są dobre i warto oddać na mnie głos to serdecznie o nie proszę. I z góry dziękuję!

sobota, 31 stycznia 2009

Czy potrafimy żyć zgodnie ze wszystkimi biblijnymi zasadami?

Arnold Stephen Jacobs - agnostyk, dziennikarz i pisarz, postanowił przez rok żyć ściśle ze wszystkimi zasadami, które pojawiły się w Biblii. Nie było łatwo stosować się do siedmiuset reguł. Jak poradził sobie Jacobs?


Amerykanin, Arnold Stephen Jacobs, słynie z przeprowadzania dziwnych eksperymentów. Postanowił na przykład przeczytać wszystkie tomy Encyklopedii, by móc powiedzieć o sobie: wiem wszystko. W kolejnym eksperymencie obowiązki Jacobs'a przejęła grupa Indian - odbierali jego e-maile, czytali synu bajki na dobranoc, kłócili się z jego żoną. On sam zajął się tym, co lubi najbardziej - oglądaniem filmów i czytaniem książek.

Tym razem postanowił zrobić coś przełomowego - żyć zgodnie z siedmiuset regułami, które zostały zapisane w Biblii. Dziennikarz "Esquire" w swojej książce pt. "The Year of Living Biblically" opisał rok swojego życia, w którym zdecydował się żyć zgodnie ze wszystkimi biblijnymi zasadami. Nie tylko przestrzegał Dekalogu, ale również często omijane zasady. Zatem nie golił brody, nie nosił ubrań uszytych z różnych tkanin, starał się kamienować cudzołożników i nie siadał w miejscu, w którym wcześniej usiadła menstruująca kobieta. Przeczytał różne wersje Biblii - żydowską, chrześcijańską, a nawet raperską. Wszystko po, by dowiedzieć się czy życie w stu procentach zgodne z Biblią jest możliwe. Niestety, nie w dzisiejszych czasach. Jocobs nigdy wcześniej nie spędzał tak dużo czasu z ochroną na lotnisku...

- To istotnie zmieniło moje życie i było niewiarygodnie ambitne. Istnieją dwa rodzaje praw, które są szczególnie wyzywające. Po pierwsze to było unikanie tych wszystkich małych grzeszków, które popełniamy każdego dnia. Mogę przeżyć rok nie zabijając nikogo, lecz przeżyć rok bez plotkowania, bez chciwości, bez kłamania - zrozumcie mieszkam w Nowym Jorku i pracuje jako dziennikarz - to jest 75-80 proc. mojej pracy - opowiada Arnold Stephen Jacobs na jednym ze swoich spotkań autorskich. - Lecz było to bardzo interesujące, ponieważ byłem w stanie zrobić postęp. Stałem się troszeczkę lepszym człowiekiem - dodaje.

Czego możemy się nauczyć z doświadczeń Jacobsa?

Dziennikarz, popularnie zwany AJ Jacobs, zawarł w swojej książce kilka zasad, które według niego powinni przestrzegać ludzie, którzy pragną żyć zgodnie z zasadami zapisanymi w Biblii, nie popadając jednak w skrajność. Po pierwsze: "zaprawdę powiadam Ci, nie traktuj Biblii dosłownie". Ta zasada stała się dla niego oczywistością już po pierwszym miesiącu eksperymentnu. Jak twierdzi dziennikarz, w dzisiejszym świecie, życie zgodne ze wszystkimi zasadami zawartymi w Biblii jest po prostu niemożliwe.

Po drugie: "zaprawdę dziękuj za wszystko". Jacobs zwraca uwagę na fakt, że ludzie nie dziękują za codzienne dobrodziejstwa. Nie dziękują za te wszystkie sprawy, które danego dnia zakończyły się powodzeniem, za wszystko to, co sobie zaplanowali na dany dzień i poszło im to zgodnie z planem, za to, że nie spadło na nich żadne nieszczęście.

"Zaprawdę powiadam Ci, trzeba coś czcić". - To było nieoczekiwane, ponieważ zacząłem rok jako agnostyk, a pod koniec roku stałem się - jak mawia mój przyjaciel - "nabożnym agnostykiem". Jest coś ważnego i pięknego w idei świętości - tak wyjaśnia trzecią zasadę autor książki.

Po czwarte: "Zaprawdę powiadam Ci, nie traktuj ludzi stereotypowo". Jacobs spędził sporo czasu poznając różne kultury i członków różnych religii w całej Ameryce. Dowiedział się o tych ludziach rzeczy, o których wcześniej nie miał bladego pojęcia.

Piąta zasada, którą zawarł Jacobs w swojej książce brzmi: "zaprawdę powiadam Ci, nie lekceważ irracjonalizmu". Według Jacobsa rytuały, który wykonujemy na co dzień - zdmuchiwanie świeczek na torcie, czy chociażby oddzielanie lnu od bawełny przy doborze ciuchów - na pozór irracjonalne, nadają życiu sens.

I na sam koniec kontrowersyjna zasada Jacobsa: "zaprawdę powiadam Ci, wybierz to, co Ci pasuje". Jak już stwierdzono przy opisie pierwszej zasady - Biblii nie da się traktować dosłownie. Jacobs twierdzi, że najlepiej jest przestrzegać tych zasad, które nam odpowiadają najbardziej. Pomimo że jest to tzw. "religijna kafeteria", czyli wybieranie właśnie tych fragmentów Biblii, które odnoszą się w jakiś sposób do nas i nam odpowiadają najbardziej.

- Mój argument to "co złego jest w kafeterii"? W kafeterii jadłem naprawdę świetne posiłki, lecz jadłem również posiłki, które przyprawiały mnie o mdłości. Tak więc sprowadza się to do tego, że wybieramy fragmenty Biblii mówiące o współczuciu, o tolerancji i miłowaniu bliźniego. W przeciwieństwie do fragmentów, które mówią, że homoseksualizm jest grzechem. O nietolerancji lub przemocy, której jest również bardzo dużo w Biblii - tak Jacobs argumentuje zasadność ostatniej rady.

Druga fotografia jest autorstwa Rona Hogana i jest wykorzystana na licencji CC. Pozostałe pochodzą z bloga AJ Jacobs'a.

piątek, 30 stycznia 2009

Król Artur nie dał rady w walce z niezwyciężonymi Chorwatami

Wszystkie znaki na niebie wskazywały na to, że będzie ciężko. I było. Chorwaci, jako jedyny zespół, nie przegrali żadnego meczu na tym turnieju. Grali na swoim terytorium, a sędziami półfinałowego meczu byli, można by rzec na niekorzyść Polski, dwaj Niemcy. Na domiar wszystkiego, rzecz niebywała - odklejający się parkiet. Mimo że hala w Zagrzebiu była wypełniona po brzegi, sytuację tą można skwitować jednym - śmiech na sali, puste krzesła.

Wspierana przez armię kibiców, waleczna i niezwyciężona Chorwacja pokonała Polskę na swoim gruncie 29 do 23. Chorwaci zawalczą o tytuł mistrza świata w niedzielę z Francją, która z kolei wyeliminowała z gry Danię 27 do 22.

Na tak ważnej imprezie, jaką są Mistrzostwa Świata w piłce ręcznej, "parkiet" odklejał się podczas gry. W takich sytuacjach przerywano grę i wybijano z rytmu obie drużyny. Przerw takich było mniej więcej sześć i za każdym razem kilkoro Chorwatów dreptało z taśmą po boisku i przyklejało "parkiet". Można się śmiać, ale tak było.

Polacy szczęśliwie awansując do półfinału, chyba nie za bardzo wierzyli, że mogą pokonać naszpikowaną gwiazdami Chorwację. W pierwszej połowie, która zakończyła się 14:13 dla Chorwatów jeszcze jako tako nam szło, jednak druga odsłona gry, to popis umiejętności "Krawaciarzy". Z naszej strony nie było ani ataków ze skrzydła, ani skutecznej obrony, ani nawet dobrego podania. Często piła się wyślizgiwała i strata punktowa się powiększała, w szczytowym momencie aż do dziewięciu bramek. O sile naszej ekipy tak naprawdę stanowili tylko dwaj gracze: "Król" Artur Siódmiak i Krzysztof Lijewski, reszta zima. U Chorwatów było wszystko: przyjęcie, podanie, mocny strzał, obrona w strefie, obrona bramkarza. Dali nam niezłego kopa. Nawet Boguś Wenta nie miał recepty na zwycięstwo.

Teraz czas na Duńczyków. Z nimi już raz wygraliśmy. Czy stać nas na kolejną wygraną?

Zdjęcie autorstwa Toma Cornera, wykorzystane na licencji CC.

niedziela, 25 stycznia 2009

"Człowiek w ogniu" - warto przypomnieć sobie ten film

Choć początek filmu "Człowiek w ogniu" rozpoczyna się dość szczęśliwie, jego fabuła nie nastraja pozytywnie. W sztandarowej produkcji Tony'ego Scotta, w rolę Creasy'ego wcielił się Denzel Washington.

Creasy przyjeżdża do Meksyku, by odwiedzić starego przyjaciela, z którym kiedyś zawarł układ - będą wspierać się w potrzebie. Przyjaciel Creasy'ego - Rayburn (Christopher Walken) - załatwił mu pracę. Od tej pory będzie się zajmował chronieniem rezolutnej i mądrej Pity Ramos, córki bogatej, mieszkającej w Meksyku pary - Meksykanina i Amerykanki. Zatrudnienie ochroniarza jest nieuniknione w mieście, gdzie średnio co godzinę dochodzi do porwania dziecka. Mający doświadczenie wojskowe, walczący niegdyś z rebeliantami, Creasy musiał zrezygnować z dotychczasowej pracy na rzecz posady ochroniarza z jednego powodu, którym był alkohol. Do jego głowy wracają często obrazy z przeszłości, a gdy nie może sobie z nimi poradzić, sięga po kieliszek. Często ma również myśli samobójcze. Ukojeniem emocji jest czytanie Biblii.

Pierwsze dni pracy Creasy'ego są bardzo spokojne. Praca ochroniarza polega na zawożeniu Pity (Dakota Fanning) do szkoły, na zajęcia pływania i lekcje gry na fortepianie. Choć dziewczyna próbuje zaprzyjaźnić się z jej ochroniarzem, ten dość chłodno odnosi się do córki rodziny, dla której pracuje, tłumacząc, że jego praca polega na pilnowaniu dziecka, a nie na zawieraniu przyjaźni. Później jednak Creasy otwiera się przed małoletnią Pitą. Ta pokazuje mu, że warto cieszyć się życiem. Ochroniarz uczy dziewczynkę pływać i to dzięki niemu zdobywa ona pierwsze miejsce na zawodach. Dzięki niej Creasy przestaje pić, dostrzega szczęście i uśmiecha się, choć sam do tego się nie przyznaje. Widzowie są świadkami przemiany Creasy'ego z zatwardziałego ochroniarza w emocjonalnie reagującego na krzywdę dziecka mężczyznę. Nie raz przekonamy się, jak bardzo zależy mu na jej bezpieczeństwie.

[plik 1 lewa]Jednakże pewnego dnia dochodzi do porwania. "Głos", szef meksykańskiego gangu, żąda 10 milionów okupu za uwolnienie dziewczynki. Gdy pieniądze zostają dostarczone na miejsce zbiórki dochodzi do ich kradzieży. "Głos" oznajmia, że dziewczynka nie żyje. Creasy, pomimo że został postrzelony w trakcie porwania, ryzykuje swoje życie i podejmuje walkę z gangiem, który posiada wtyczki zarówno w policji, jak i rządzie. Kolejny raz pomocną dłoń wyciąga Rayburn, płacąc za broń potrzebną Creasowi. Pomocy udziela mu również bardzo dobra dziennikarka lokalnej gazety "Reforma". Ona dostarcza mu informacji, a on zabijając po kolei członków gangu, dociera do samego szefa...

Akcja filmu ma wiele zwrotów i tajemnic. Przede wszystkich nie znamy w ogóle przeszłości Creasy'ego. Do końca nie wiemy, czy dziewczynka na prawdę nie żyje i z czyjego zlecenia dokonano porwania. Do tego dochodzi jeszcze tajemniczy adwokat rodziców dziewczynki. Na końcu wiele się wyjaśnia, choć i tak pozostaje wiele pytań, na które nie uzyskaliśmy odpowiedzi.

Obraz, powstały w roku 2004, oparty jest na faktach. "Człowiek w ogniu" Tony'ego Scotta jest doskonałym przykładem dramatu sensacyjnego, którego fabuła to nie tylko śmierć. Scenariusz filmu napisało samo życie. Główny motyw w filmie to przyjaźń, a nawet szczera miłość, dziewczynki i ochroniarza, poświęcenie i przywiązanie. Wspaniała Dakota Fanning, pomimo że jest jeszcze dzieckiem, zagrała swoją rolę fenomenalnie. W przyszłości będzie na pewno osiągała wiele sukcesów jako aktorka. Swój kunszt potwierdziła z resztą w takich produkcjach, jak: "Cutlass", "Winged Creatures". Już 4 lutego Ameryka zobaczy Dakotę w kolejnym filmie, którego tytuł to "Push".

Wspaniale dobrana muzyka, czym zajął się Harry Gregson-Williams, dodaje smaczku filmowi. Słyszymy bowiem elektroniczne kawałki z delikatnymi smyczkami w odpowiednich momentach. Zdjęcia Paula Camerona również dopracowane są w każdym detalu, widzimy obraz kamery "z ręki".

Jeśli jeszcze tego filmu nie widziałeś, to szczerze polecam. Sto czterdzieści minut, jakie poświęcisz na obejrzenie obrazu, nie będzie czasem zmarnowanym.

środa, 21 stycznia 2009

Kochana babciu...

Mamy moich rodziców nie żyją. Rodzicielka mojego taty zmarła piętnaście lat temu, w wieku 48 lat. Natomiast babcia Danuta zmarła osiem dni po urodzeniu córki. Miała 22 lata, a jej imieniem obdarowano... moją mamę.

Babcia Stasia, mama mojego taty, pracowała w hurtowni zabawek i praktycznie co dzień przynosiła mojemu starszemu bratu nową zabawkę. To nic, że po kilku godzinach nie była ona zdatna do użytku. Zawsze znalazła się kolejna dla "księciunia", jak babcia zwykła mawiać na mojego brata. Z babcią Stasią kojarzy mi się jedynie szara, nakręcana myszka, którą od niej dostałem. Babcia długo chorowała na nadciśnienie. Gdy miałem dwa lata nastąpił wylew i zmarła... Dziesięć lat później dołączył do niej mój dziadzio, którego pokonał rak. Kochany dziadek - jego na szczęście pamiętam bardzo dobrze, wiąże się z nim wiele ciepłych i miłych wspomnień. Na pierwszą myśl przychodzi mi wspólna, moja i jego, podróż do Holandii.

Babcia Danuta zmarła, gdy miała 22 lata. Młoda, piękna kobieta, zmarła wskutek zakażenia, które wdarło się po cesarskim cieciu. Dzieckiem, które wówczas urodziła, jest moja mama. Nie miała możliwości zobaczenia na własne oczy swojej mamy, tym bardziej ja nigdy nie widziałem swojej babci.

Całe szczęście, że mam jeszcze dziadka. Jak dobrze, że postanowił poślubić babcię Zosię. Tak! Mam babcię! Nieważne, że nie jest moją rodzoną babcią. Nie odrzuciła mojej mamy jako swojego dziecka, a tym bardziej nas, czyli mnie i mojego rodzeństwa, jako swoich wnuków. Choć teraz nie spotykamy się zbyt często, ponieważ babcia choruje, często o niej myślę. Przypominam sobie wszystkie moje wizyty w dziadkowym domu.

[plik 1 lewa]Za każdym razem, kiedy przyjeżdżałem do dziadków, a swego czasu było to bardzo często, babcia miała coś przygotowane. A to placuszek, a to jagodzianki... jeszcze ciepłe! A jakie dobre! W ferie zimowe lub w wakacje zostawałem u dziadków na całe tygodnie. Dziadkowie mieszkają w bloku popegeerowskim, nie posiadają żadnego bydła ani pola pod uprawę. Dlatego często chodziłem z babcią po mleko do gospodarstw, które takowe posiadały. Do sklepów niestety nie chodziłem, bo jakoś nie widziało mi się wstawać o piątej czy szóstej rano. Pamiętam jednak, że zawsze, kiedy trzeba było, sam siadałem na rower i robiłem dla niej zakupy. Pomimo że babciny dom mieści się na wsi, nie jest on gospodarstwem wiejskim, a co za tym idzie, nie kojarzą mi się z tym domem typowe wspomnienia, czyli krówka, koń, et cetera. Zapamiętałem jednak wspaniałe wypieki i obiady babci, a przede wszystkim ciepło, jakie wokół siebie potrafiła wytworzyć babcia Zosia, no i dziadek Józef.

Dziękuję Bogu za to, że jeszcze z nami jesteście. A Wam, Drodzy Dziadkowie, że wiąże się z wami tyle miłych wspomnień oraz za to, jakimi osobami jesteście. Życzę Wam przede wszystkim zdrowia i szczęścia, choć zdaję sobie sprawę, jak trudne jest dźwiganie tak ciężkiego bagażu jakim jest życie, zwłaszcza, gdy dokucza nam choroba.

obraz jest autorstwa Georgiosa Iakovidisa i jest wykorzystany na licencji Creative Commons

poniedziałek, 19 stycznia 2009

Opór przeciwko filmowi "Opór"

Redakcja strony internetowej stopklatka.pl opublikowała list, który napisał Franciszek Gajek w imieniu społeczności blogmedia24.pl. W liście społeczność blogerska kategorycznie protestuje przeciwko premierze amerykańskiego filmu "Opór", w którym przeistoczono fakty historyczne. List został również wysłany do prezydenta, premiera, urzędów państwowych i do mediów. Premiera filmu w Polsce ma mieć miejsce 23 stycznia 2009 roku.

W liście czytamy m.in.:

"My niżej podpisani stanowczo protestujemy przeciw emisji, tak w Polsce, jak i na świecie kłamliwego, całkowicie fałszującego prawdę historyczną filmu "Defiance", który przedstawiając zwykłych zbrodniarzy jako bohaterów, obraża pamięć setek bezbronnych polskich cywilów, zamordowanych w czasie wojny.

31.XII 2008 r. wszedł na ekrany amerykańskich kin film "Defiance" z Danielem Craigiem w roli głównej.

W Ameryce film ten otrzymuje entuzjastyczne recenzje zachwyconych nim krytyków. Wszyscy są wzruszeni pięknem i "autentyzmem", historii braci Bielskich i ich żydowskiego oddziału, który w filmowej fikcji dzielnie walczy z hitlerowskim okupantem, ratując przed holocaustem tysiące ludzi. Scenariusz filmu oparty jest na cząstce prawdy, a charakter działalności braci Bielskich w nim zarysowany, z bezwzględnych rozbójników, czyni bohaterów.

Wbrew temu, co można obejrzeć w filmie "Defiance" oddział braci Bielskich, w świetle swoich własnych oświadczeń, mimo swej znacznej liczebności, nie prowadził prawie żadnych walk z Niemcami. Na terenie pobliskiej miejscowości Naliboki, w puszczy gromadzili się rozbitkowie z Czerwonej Armii, tam też chroniła się ludność żydowska. Żydzi utworzyli dwa duże "obozy rodzinne". Pierwszym zawiadywali bracia Bielscy (Tewje, Asael, Zus i Aron). Schronili się w nim uciekinierzy z Naliboków i pobliskich miejscowości. W 1944 r. liczył on 941 osób, w tym sporo kobiet i dzieci. Tylko 162 osoby były uzbrojone. Obóz drugi, pod dowództwem Simchy Zorina, gromadził uciekinierów z gett. Liczył 562 osoby (w tym 73 uzbrojone) i przez cały okres wojny nie stoczył żadnej znaczącej potyczki z Wehrmachtem.

Film "Defiance" pokazuje walki "partyzantów" Bielskiego z hitlerowcami. W rzeczywistości największą i najsłynniejszą "bitwą", jaką stoczył w czasie wojny jego oddział, był pogrom polskiej ludności cywilnej w Nalibokach, którego żydowska bojówka dokonała razem z "partyzantami" sowieckimi 8 maja 1943 r. W czasie tej masakry zginęło ok. 120 bezbronnych osób, w tym kobiety i dzieci. (...)

Media w każdym kraju powinny być głosem opinii społecznej, głosem narodu. Tymczasem media w Polsce nie tylko nie stanęły w obronie honoru Polaków. Niektóre z nich, postawiły sobie za cel utrwalenie kłamliwej wizji historii, przedstawionej w filmie "Defiance".

Szczególnie haniebną rolę odgrywa tu redakcja "Gazety Wyborczej", które od pond roku próbuje rozmyć prawdę o "partyzantach" Bielskiego i zbrodni dokonanej w Nalibokach.

Dlatego zdecydowanie protestujemy również przeciwko skandalicznej postawie dziennikarzy "Gazety Wyborczej" i kompromitującym ich samych artykułom, w których starają się oni promować braci Bielskich jako "polskich bohaterów", co najwyżej "nieco kontrowersyjnych". (...).
w imieniu społeczności blogerskiej http://www.blogmedia24.pl
Franciszek Gajek"

Całość listu czytaj na stopklatka.pl

sobota, 17 stycznia 2009

Gruzini atakują Abchazję i Osetię

Na szczęście tylko w grze. Na rosyjskim portalu gier internetowych za jedyne 169 rubli można pobrać wojenną grę, której akcja toczy się na terenie północnego Kaukazu i w znanych europejskich miastach, a stronami konfliktu są Rosja i Gruzja.

Gra, której tytuł można przetłumaczyć jako "Sprzeciw. Egzekwujmy pokój", pojawiła się na rosyjskiej stronie gamePitStop.ru. Można ją ściągnąć na swój komputer po wpłaceniu 168 rubli, czyli około 20 zł.

Zgodnie z fabułą gry w 2009 roku Gruzini atakują tereny Abchazji i Osetii. Później akcja gry przenosi się na północne tereny Kaukazu i do znanych europejskich miast. Zadaniem gracza, z założenia Rosjanina, jest sprzeciwienie się armii wroga i egzekwowanie pokoju na tych terenach. W wojennych walkach biorą udział po jednej stronie wojska rosyjskie, a po drugiej gruzińskie, wspierane przez NATO, na którego czele ma stać Polska i Ukraina, blokująca Flotę Czarnomorską w Sewastopolu. Na okładce gry znajduje się podobizna prezydenta Gruzji, Michaił Saakaszwili.

Oprócz armii Polski i Ukrainy w wojnie biorą udział wojska Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Abchazji i Niemiec. Gracz, by zniszczyć wrogą armię, wykorzystuje przeróżne jednostki: flotę, piechotę itp. Do ostrzeliwania używa statków, wyposażonych w rakiety "Tomahawk".

Stanisław Sudnik - wspaniały obywatel ziemi świętokrzyskiej

Wczoraj o godzinie 18 odbyło się w Ostrowcu Świętokrzyskim otwarcie galerii Stanisława Sudnika pt. "Wszystkie moje miłości". Galerię zdjęć możecie zobaczyć w serwisie Wiadomości24.pl. Ekspozycja będzie czynna do 18 lutego.

Stanisław Sudnik to przyrodnik z zamiłowania, projektant zieleni z wykształcenia (Wyższa Szkoła Rolnicza w Poznaniu), wszechstronnie zasłużony dla Ziemi Kieleckiej znawca i miłośnik naturalnego środowiska życia człowieka, inicjator rozwoju ruchu artystycznej fotografii w Ostrowcu Świętokrzyskim, wszechstronnie uzdolniony twórca, rysownik, malarz, korzenioplastyk, pamiętnikarz. Stanisław Sudnik urodził się 4. grudnia 1921 r. w Zochcinie nieopodal Opatowa. Po ukończeniu studiów na WSR powrócił do rodzinnego miasta.

Pozostał wdzięczny swojemu regionowi i w 1959 roku podjął pracę w Zakładzie Obsługi Zieleni w Ostrowcu Świętokrzyskim, na stanowisku kierowniczym. To dzięki niemu zaprojektowano i zrealizowano tereny zielone w Ostrowcu Św. Niedługo po objęciu pracy projektanta zieleni rozwinął działalność na terenie całego województwa kieleckiego. Od 1968 r. rencista. W latach pięćdziesiątych był najlepszym znawcą problematyki terenów zielonych w województwie, należał również do czołówki krajowej projektantów zieleni. Zorganizował od podstaw służbę ochrony i tworzenia zielonych płuc miasta. U podstaw tego zawodowego sukcesu leżała umiejętność wczuwania się w zasady ekologii oraz projektowania terenów zielonych w formie tworzenia obszarów biologicznych wzajemnie sprzyjających sobie. Równolegle do pracy zawodowej i niejako na marginesie osiąganych w niej sukcesów, Stanisław Sudnik rozwija twórczość artystyczną w wielu dziedzinach i uprawia różne dyscypliny twórcze (w nieprofesjonalnej formie). Zachęcony bezpośrednim przykładem wyniesionym z domu rodzinnego, rysuje, maluje, rzeźbi (korzenioplastyka). Jednakże najważniejszym, a z czasem wiodącym i najistotniejszym osiągnięciem Pana Stanisława stała się Jego twórczość fotograficzna. Fotografię poznał przed II wojną światową, jednakże dopiero w 1946 roku rozpoczął wykonywanie fotograficznej dokumentacji przemian hutniczego miasta. W pełni świadomie używa aparatu fotograficznego do kreowania własnej twórczości od 1952 roku, to jest od czasu powstania Świętokrzyskiego Towarzystwa Fotograficznego w Ostrowcu Świętokrzyskim. Od jego powstania do 1969 r. pełnił nieprzerwanie funkcję Prezesa. W ciągu roku ŚTW organizowało od 4 do 5 interesujących wystaw fotograficznych. W pamięci ostrowiaków pozostały Wystawy Doroczne ŚTF oraz wystawy zaproszonych twórców (wydarzeniem artystycznym dużej miary była wystawa Edwarda Hartwiga), wymiana artystyczna z czechosłowackim Pilznem oraz udane wystawy tematyczne i wiele innych wystaw i imprez. W 1979 r. S. Sudnik reaktywował działalność ŚTF w Ostrowcu Św., przyjął funkcję Komisarza Ogólnopolskiej Wystawy Fotograficznej pt. "Staropolskie Zagłębie Przemysłowe", jednakże decyzja ta nie przyniosła spodziewanego rozwoju fotografii ostrowieckiej.

Ukoronowaniem drogi fotograficznej Stanisława Sudnika był fakt podjęcia przygotowań, kandydowania, a w rezultacie uzyskania członkostwa ZPAF (1983 r.). Fakt ten w sposób realny, ale również symboliczny, przyczynił się do wspaniałego rozwoju fotografii w Mieście Ostrowcu, w mieście, w którym z uporem i z samozaparciem, konsekwentnie przez lata pozostający w cieniu, pomijani i zapominani, pracowali ludzie - artyści w rodzaju Pana Stanisława. Nie można zapominać, że w obecnym kształcie sztuki fotograficznej w Ostrowcu Świętokrzyskim, ma swój skromny udział Stanisław Sudnik. Nowy etap pracy artysty otworzyła fotografia barwna, stała się ona klamrą spinającą światłoczułą sztukę artysty (czarno-białą z barwną). Znakomicie wzmocniła ona ekspresję fotogramów, podkreśliła walory dokumentacyjne fotografii, wytworzyła klimat oraz wzmocniła temperaturę uczuciową dzieł.

Za swoją twórczość fotograficzną oraz za społeczną aktywność organizacyjną Stanisław Sudnik otrzymał: Krzyż Zasługi, Odznaka "Zasłużony Działacz Kultury", Medal 1000-Lecia Państwa Polskiego, Nagroda Ministra Gospodarki Komunalnej za urządzenie zieleni Ostrowca Świętokrzyskiego, Dyplom Honorowy Federacji Amatorskich Stowarzyszeń Fotograficznych w Polsce, Dyplom Jana Bułhaka za wysoki poziom prac fotograficznych, Medal 40-lecia ZPAF oraz Medal Okręgu Świętokrzyskiego ZPAF. Prace fotograficzne artysty trafiły między innymi do zbiorów: Muzeum Narodowego w Kielcach, Muzeum Kultury Leśnej w Gołuchowie, Okręg Świętokrzyski ZPAF - Kielce, BWA Kielce, oraz do kolekcji prywatnych w kraju i za granicą.

Życie i twórczość Stanisława Sudnika w ocenie Wojciecha Kotasiaka i Jerzego Daniela:

Artysta jest obecny od ponad 50 lat w regionie świętokrzyskim, w kulturze Ostrowca Świętokrzyskiego i w fotografii polskiej. Jego szarmancki sposób bycia i liczne przyjaźnie sprawiają, że jest ogólnie lubiany, znany i ceniony. Żadne przedsięwzięcie kulturalne nie może odbyć się bez udziału Stanisława Sudnika. Popularność artysty w Ostrowcu wynika z ambicji i z pracy artysty oraz wiąże się ze stylem życia, którym może on zaimponować (Wojciech Kotasiak, 1976).

Na popularność i przyjaźń artysta w pełni zasłużył. Jego dom przy ulicy Polnej 44 jest otwarty dla wszystkich: dla maluczkich i dla znakomitości ze świata kultury. Nikomu nie odmawia uwagi, dzieli się rozmową, radzi, pyta, odpowiada, a wreszcie przekazuje doświadczenia długiego i owocnego życia. Jest uczynny, koleżeński i skromny. Skromnością człowieka, który robi coś, co mu w pełni odpowiada, co mu sprawia satysfakcję i radość, pragnie się nią bezinteresownie i szczerze dzielić z innymi (Jerzy Daniel).

Źródło biografii: tekst Pawła Pierścińskiego.

czwartek, 15 stycznia 2009

Wspomnienia o Holandii...

Każdy ma zajawkę na jakiś kraj. Cejrowski ma zajawkę na Ekwador, w którym posiada dużą posiadłość ziemską, i Meksyk, gdzie ma dom - mieszka w nim sporadycznie od lat 80. ubiegłego wieku. Leszek Czarnecki, najbogatszy Polak, ma zajawkę na Francję. Podolski i Klose mieli - i pewnie nadal mają - zajawkę na Niemcy. A ja.., a ja mam zajawkę na Holandię.

Opiewałem ją w niejednym artykule i ukazywałem jej piękno w wielu galeriach. Nietuzinkowe, nizinne krajobrazy, nieskazitelnie czyste miasta, miasteczka, piękne wybrzeża, plaże, zabytki - wszystko to sprawia, że Holandia, choć bardzo malutka, może równać się innymi pięknymi państwami. Holandia to nie tylko fauna i flora, ale również ludzie. A może nawet przede wszystkim ludzie. Holandia, jako jedna z trzech państw Europy, całkowicie legalizuje związki homoseksualistów. W Holandii bez problemu zakupimy marihuanę i inne lekkie narkotyki (warunek - 18 lat). Piwa możemy się napić na ławce w parku już od 16. roku życia. Żyją w tym kraju ludzie o każdym kolorze skóry, którzy w domowym zaciszu mówią w najprzeróżniejszych językach. Pomimo wymieszania kultur i osób o różnych orientacjach, ale i zboczeniach, w Holandii rzadko spotykamy się z rasizmem i agresją. Oczywiście wyjątki się zdarzają, bo niestety nie jest to Idylla dla młodych i pięknych, ale jest to kraj mogący być wzorcem dla Polski. Mieszkańcy naszego kraju, my wszyscy, musimy zmienić swoje nastawienie choćby do homoseksualistów. Biedroń w programie "Rozmowy w toku" powiedział, że nie oczekuje, że w Polsce szybko to się zmieni. Trudno w ogóle to sobie wyobrazić. Ma on jednak nadzieję, jak i inni geje, że Polska wreszcie zrozumie realia życia w 21. wieku i będzie tolerowała takie osoby. Głosy za i przeciw wciąż się jednak u nas kłócą. Musimy również zdać sobie sprawę z tego, że w kraju, w którym na co dzień używa się takich słów jak "dziękuję", "przepraszam", "dzień dobry" i "do widzenia" po prostu żyje się lepiej.

Dlaczego znów pisałem o Holandii? A no, dlatego, że jest ona częścią mojego życia, wiąże się z nią wiele miłych, wakacyjnych wspomnień, wspaniałych przeżytych chwil. Dla mnie wszystko to, co miłe, wiąże się właśnie z tym państwem. Mam tam rodzinę, a odwiedziłem ten kraj już chyba 7 razy. Za każdym razem odkrywam nowe miejsca, które robią na mnie gigantyczne wrażenie. Przed wami kompilacja zdjęć z mojego ostatniego pobytu w Holandii, jakże ważnego, bo spędzonego z ukochaną osobą.

środa, 14 stycznia 2009

Wysyłaj smsy, wygrywaj nagrody!

Drodzy czytelnicy, wszyscy znajomi i nieznajomi, bracia i siostry, przychodzę dziś do Was ze wspaniałą wiadomością! Otóż możecie głosować! Tak już od teraz! Sms'y o treści E00163 wysyłajcie na numer 7144!


Jako, że już długi czas piszę bloga, w tym roku postanowiłem zgłosić go do konkursu na Blog Roku 2008. Blog decyzją kapituły został zakwalifikowany do finałowej rozgrywki, czyli do smsowego głosowania. Jeżeli mój blog, na którym niewątpliwie się teraz znajdujecie, podoba się i uważacie, że są na nim ciekawe treści, proszę serdecznie was wszystkich o oddanie głosu.

Koszt to tylko 1,22 zł. Środki uzyskane z SMS organizatorzy przeznaczą dzieciom z porażeniem mózgowym. W ubiegłym roku było to prawie 60 tys. złotych. Głosujący wezmą natomiast udział w losowaniu atrakcyjnych aparatów cyfrowych Casio Exilim EX-Z80.

Wyślij sms o treści E00163 na numer 7144.

Z góry serdeczne dzięki!