środa, 30 lipca 2008

Jedynka i jedenaście zer

Inflacja w Zimbabwe sięga szczytu. Niedawno wypuszczono banknot o nominale 100-miliardów dolarów zimbabweńskich. Dysponując takimi pieniędzmi w Zimbabwe moglibyśmy kupić... kromkę chleba.

Jeden polski złoty to równowartość 8 miliardów dolarów zimbabweńskich. W lipcu tego roku Centralny Bank Zimbabwe, którego prezesem jest Gideon Gono, wyemitował banknot o nominale 100.000.000.000 dolarów (sto miliardów dolarów). Inflacja w Zimbabwe jest najwyższa na świecie i wynosi obecnie 2,2 miliona procent. Niektórzy miejscowi ekonomiści uważają jednak, że wynosi ona 7 milionów procent!
Absurdalna liczba zer uniemożliwia korzystanie z bankomatów i utrudnia pracę programom rachunkowym, nieprzystosowanym do obracania sumami z tuzinem zer.

Wspomniany prezes banku narodowego w Zimbabwe, Gideon Gono nie uważa, że bank powinien być instytucją niezależną. Swoją postawę tłumaczy mottem: Kto twierdzi, że prezes banku powinien sprzeciwiać się głowie państwa, sprzeciwia się zasadom kazań Jezusa Chrystusa. Kluczową ideą nauk Chrystusa była lojalność.

Reżim Mugabe'go przyczyną hiperinflacji

Robert Mugabe zasiadł na fotelu prezydenta w 1987 roku. Pomimo zrujnowanej gospodarki kraju, Mugabe, o dziwo, wciąż sprawuje najwyższą funkcję w państwie. W pierwszej turze odbywających się miesiąc temu wyborów wyprzedził go o 4,7 proc. głosów kandydat opozycji Morgan Tsvangirai. Jednak w dogrywce Mugabe zdobył... 85,51 proc. głosów. Jak nietrudno się domyślić, wyniki zostały sfałszowane. Wcześniej zabito
90 działaczy opozycji, w wyniku czego, bojący się o własne życie Tsvangirai zrezygnował z dalszej rywalizacji.

Rok temu Mugabe nakazał obniżyć ceny towarów o połowę pod groźbą sankcji prawnych. Na wieść o zakupach za półdarmo przed sklepami, stacjami benzynowymi, bazarami zebrały się setki tysięcy mieszkańców Zimbabwe, którzy w obawie przed szybkim wyczerpaniem zapasów wykupili tyle towarów, na ile było ich stać. Do Zimbabwe zjechały tysiące osób z państwo ościennych by kupić tańszą benzynę. W dniu obniżki sfrustrowani ludzie zaczęli wychodzić ze sklepów omijając kasy. Ostatecznie zdemolowano i rozkradziono setki sklepów, których właściciele zdecydowali się opuścić kraj.

Do USA, Wielkiej Brytanii, RPA, Botswany i Namibii wyjechało w ostatnich latach 25 procent mieszkańców Zimbabwe. Ci, którzy zostali i mają pracę proszą, aby zamiast pieniędzy dawano im jedzenie. W Zimbabwe pieniądze są już nic niewarte.

Sprzedają własne pieniądze

Inflacja rośnie skokowo. Bezrobocie sięga 80 procent. Kolejne wybory odbędą się dopiero za 6 lat, a sytuacja w Zimbabwe jakby nie interesowała reszty świata... Mieszkańcy Zimbabwe żyją w ubóstwie. Wiedzą jednak, że ich sytuacja jest fenomenem na skalę światową, a banknoty z jedynką i jedenastoma zerami są nie lada gratką dla kolekcjonerów, którzy są gotowi zapłacić za nie kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt razy więcej niż są warte. Mieszkańcy Zimbabwe sprzedają zatem swoje pieniądze. Gdzie? W sieci. W serwisie aukcyjnym Ebay.com 100.000.000.000 dolarów z Zimbabwe możemy kupić już za 10 dolarów z Ameryki. Dla Zimbabwejczyków to i tak wiele.

poniedziałek, 21 lipca 2008

Superpuchar Polski dla Legii

20 lipca w Ostrowcu Świętokrzyskim Wisła Kraków spotkała się z Legią Warszawa, by walczyć o Superpuchar Polski. Na stadion przy ul. Świętokrzyskiej przybyło około 600 kibiców ze stolicy i nieco mniej fanów z Krakowa. Pozostałych kibiców, głównie z Ostrowca, było ponad 3 tys.

Wisła zagrała w rezerwowym składzie, ponieważ dzień wcześniej rozegrała sparingowe spotkanie z Liverpoolem (1:1). Legia Warszawa strzeliła pierwszą bramkę już w 13. minucie spotkania. Jej autorem był Takesure Chinyama. Na odpowiedź Wiślaków nie trzeba było długo czekać. 2 minuty później rzut wolny wykonał Krzysztof Mączyński, którego wrzutkę wykorzystał Grzegorz Kmiecik, pokonując Jana Muchę strzałem głową. Rozstrzygająca bramka padła dopiero w 87. minucie, kiedy to zaskoczony lobem Piotra Rockiego bramkarz Wisły musiał wyciągać piłkę z siatki.

Spotkanie wg mnie stało na dość niskim poziomie, o wiele ciekawiej było na trybunach, gdzie fani z Krakowa i Warszawy co rusz sobie ripostowali. Kibice Legii dopingowali swój zespół przez cały mecz, nie zapominając oczywiście o "pozdrowieniach" dla ITI, które brzmiały: dla mnie luty, dla ciebie maj, je*ać je*ać ITI!.
Albo taka wymiana zdań:
Wisła śpiewa: Wisła!!!
Legia: Kur*a!!
Wisła ripostuje: Twoja stara!

Śmiech na sali.

Przeczytaj relację Piotra Adamczyka z tego spotkania na łamach wiadomości24.pl

Również w tym serwisie opublikowana została galeria zdjęć z tego spotkania mojego autorstwa. Zapraszam!

sobota, 19 lipca 2008

Magiczne "&fmt=18". Sprawdź sam!

Nie wszyscy jeszcze wiedzą o magicznym kodzie "&fmt=18", dzięki któremu jakość filmików odtwarzanych w popularnym serwisie youtube wzrasta. Widać to gołym okiem!


Jak w łatwy i szybko sposób poprawić jakoś filmików na youtube? To proste! Dopisz krótki kod "&fmt=18" do URL filmików. Zarówno jakość obrazu jak i dźwięku poprawi się natychmiastowo. Wpisanie tego kodu oznacza zmianę normalnego video w strumieniowe wideo w wysokiej rozdzielczości.

Gian, 21-letni mieszkaniec USA, jako pierwszy znalazł sposób na poprawę jakości plików na youtube. Od tamtego czasu do dziś w komentarzach pod jego profilem podziękowało mu ponad 750 osób. Wszystko dzięki magicznemu "&fmt=18".

Po odkryciu tego kodu przez Giana youtube wprowadziło zmiany w ustawieniach. Teraz każdy może oglądać filmiki w wyższej rozdzielczości pod warunkiem, że zaznaczy w ustawieniach na swoim koncie opcję: "Mam szybkie łącze. Zawsze odtwarzaj filmy w wyższej jakości, jeśli są dostępne." Jeżeli nie masz i nie chcesz zakładać konta na youtube kod "&fmt=18" jest dla ciebie jak znalazł.

niedziela, 6 lipca 2008

PoPolsku.nl - bezpłatna gazeta dla Polaków mieszkających w Holandii

PoPolsku to nowa, bezpłatna gazeta, której redakcja czerpie zyski z reklam pojawiających się w tygodniku. PoPolsku oferuje kilka stałych rubryk, m.in. sport, kultura, reportaż, wywiad, horoskop i strona z krzyżówkami. Około 70% informacji pochodzi z Polski i całego świata, a 30% dotyczy informacji z Holandii.

Gazeta wychodzi w nakładzie 50 tys. i jest rozprowadzana po zakładach pracy, hotelach, restauracjach, wszędzie tam, gdzie znajdują się Polacy. Z badań wynika, że jeden egzemplarz czyta średnio dwie osoby, co daje 100 tys. osób, do których dociera jedno wydanie gazety, daje to połowę mieszkających w Holandii Polaków.

Gazeta posiada również swoją stronę internetową, dostępną również w języku niderlandzkim, na której pojawia się cześć publikowanych później artykułów. Znajduje się również rubryka, w której sami możemy wysłać do gazety artykuł lub zdjęcia.
Redakcja gazety PoPolsku ma siedzibę w Tilburgu (południe Holandii) i składa się zarówno z Holendrów jak i Polaków.

środa, 18 czerwca 2008

Tatry Słowackie w Dolinie Zimnej Wody

Niezapomniane widoki, przejażdżka kolejką górską Hrebienok w miejscowości Stary Smokowiec, kawka w Blikowej Chacie, wędrówka szlakiem górskim, trzaskający o skały Wodospad Zimnej Wody. All inclusive. Tylko teraz, tylko tutaj.

Zdjęcia zrobione zostały 10 czerwca podczas szkolnej wycieczki Muszyna/Słowacja. Autorem trzech fotografii jest Anna Banasiewicz, której bardzo serdecznie dziękuje za możliwość wykorzystania fotografii w galerii internetowej, która ukazała się w serwisie wiadomości24.pl

Zapraszam do oglądania zdjęć.

wtorek, 17 czerwca 2008

Na otarcie łez...

Polacy wracają do domów. Po wczorajszym meczu stało się to już pewne i nie ma żadnych złudzeń. W trzech meczach zdobyliśmy jeden punkt strzelając jedną bramkę. Kto jest temu winien? Piłkarze, trener, za miękka trwa, maskotki ME, Niemcy, że wygrali, Austriacy, że przegrali, Chorwaci, że byli za szybcy, a może sędzina Webb, który swoją kontrowersyjną postawą w meczu z Austrią - nie muszę chyba przypominać sytuacji - pozbawił nas teoretycznych szans na dalszą grę. Nie mnie to oceniać. Jednak dla tych, którzy jeszcze rozpamiętują tamten mecz znalazłem pewien film ukazujący jak niesprawiedliwe sędziowanie morze pomóc innej drużynie.

W 2002 roku na Mistrzostwach Świata w Korei i Japonii sędziowie wyraźnie gwizdali pod współgospodarzy - Koreę. Nie tylko my przez sędziów odpadliśmy z dalszych rozgrywek. Podobna sytuacja spotkała m.in. Włochów (1/8 MŚ) i Hiszpanię (ćwierćfinał). Zobaczcie sami:


poniedziałek, 16 czerwca 2008

Poznaj Chorwację przed meczem

Jeszcze świeża, jeszcze (prawie) nie komentowana, właśnie dodana - galeria zdjęć z wyprawy do Chorwacji. Opublikowana przez Agnieszkę Iwan, bliskiej mojego serca kobiecie w idealnym momencie, bowiem przed meczem Polski z reprezentacją tego przepięknego kraju. Zapraszam wszystkich kibiców, i nie tylko, do przejrzenia zdjęć :)

I słówko ode mnie przed dzisiejszym meczem z Chorwacją: mam nadzieję, że piłkarze nie byli w tym kraju i nie będą mieli żadnych sentymentów, by dokopać Chorwatom przynajmniej 2:0 i pokazać pazur orła. Nie płaczmy jeśli nie wyjdziemy z grupy, bo Niemcy wygrają. Nie rozrywajmy szat jeśli nawet przegramy. Leo z ekipą się szybko nie rozstanie i już za dwa lata pokaże jak walczy polski orzeł.

sobota, 14 czerwca 2008

Holandia idzie po puchar!

Holandia jako jedna z dwóch reprezentacji (razem z Chorwacją) wygrała oba mecze w fazie grupowej EURO 2008. W pierwszym meczu pokonała 3:0 mistrzów świata, wczoraj gładko pokonali Francuzów (wicemistrzów świata) 4 do 1. Holandia idzie jak burza!

Już sobie wyobrażam szał radości po wczorajszym meczu, jaki wybuchł w holenderskich domach. Dwa lata temu, gdy byłem w Holandii podczas Mistrzostw Świata w Niemczech, spotykałem na ulicach grupy Holendrów po uszy w pomarańczy, flagi w masowych ilościach pozawieszane w oknach, samochodach, balkonach, w sklepach. Pomarańczowe rowery, ubrania, włosy, tulipany, ciastka, chorągiewki, pomarańczowe maskotki lwów... Po prostu wszędzie pomarańczowy! Dlaczego pomarańczowy? Kolory niebieski, biały i pomarańczowy to barwy noszone przez wojska księcia holenderskiego Wilhelma Orańskiego w okresie wojny o niepodległość. Jako, że barwnik pomarańczowy był nie trwały zastąpiono go czerwonym. Holendrzy zaczęli jednak ku czci Wilhelma na wszystkich imprezach sportowych, i nie tylko, nosić ubrania w kolorze pomarańczowym. Przyjęło się mówić na reprezentację Holandii "pomarańczowi".

Do boju Holandio!

Podczas pobytu w kraju wiatraków i sera często słyszałem piłkarski hymn Holandii pt. "Wij Houden Van Oranje" w wykonaniu Andre Hazes'a. Dzisiaj Łukasz z Ciechanowa (woj.mazowieckie), czytelnik mojego bloga, podesłał bardzo fajny link do tej piosenki. Zapraszam do przesłuchania:


piątek, 6 czerwca 2008

To my Polacy!

5 2 Dębiec śpiewał kiedyś: "Głos kraju mataczy - to my Polacy. Głos kraju bez pracy - to my Polacy." Wówczas w mediach szum. No, bo jak tak można śpiewać o swoim kraju? Owszem, można.

Po co zużywać energię na zmianę naszego polskiego charakteru, skoro i tak wiadomo, że starania zakończyłyby się fiaskiem? Lubimy się napić, lubimy się pobawić, dobrze zjeść, później pochorować i na dodatek kogoś skrytykować albo wdać się w jakąś jatkę i powulgaryzować. Tacy jesteśmy i lepiej to zaakceptować, bo nie ma innego takiego kraju. Niemcy przed niedzielnym meczem emitują reklamę (w domyśle) o Polskich kibicach-złodziejach? Nic to! Przeto miało być śmiesznie. Sęk w tym, że nie lubimy jeżeli ktoś o nas tak mówi, a sami potrafimy mówić wiele, czasem o wiele za dużo. Ale to właśnie my, Polacy!

Nie tylko potrafimy dobrze wypić i dobrze zjeść, ale jesteśmy też jednymi z najlepszych, o ile nie najlepszymi, kibicami na świecie. Jeżeli sobie obierzemy jakiś cel to za punkt honoru musimy do niego dotrzeć! Wiemy co to prawdziwa przyjaźń i mamy mocny łeb! Mamy bardzo dobrą kuchnie i piękny kraj. Mamy z czego być dumni!

"Holendrzy mądrze mówią, że nie warto walczyć z rzeczami których nie jesteśmy w stanie zmienić. Jak poznać, że Polak się w Holandii wynarodowił? Je drop i salmiak. Co robi Holender gdy nie ma co robić? Idzie do pubu. Co robi Polak gdy nie ma co robić? Idzie do przychodni."

Zdjęcie autorstwa Anny Białkowskiej, cytat pochodzi ze strony wiatrak.nl

sobota, 24 maja 2008

Holandia z zielonej perspektywy

Z racji wieku i braku potrzeby zaspokojenia ciekawości, nigdy do coffeeshopów nie wchodziłem. Nawet nie próbowałem, choć wiedziałem, że gdybym chciał, na pewno znalazłbym taki, w którym są łamane przepisy zakazujące wpuszczania nieletnich.


A znaleźć taki wcale nie było trudno. Przechadzając się po holenderskich uliczkach co krok znajdowałem podejrzanie wyglądający pub. Nie wszystkie cofeeshopy wyraźnie odróżniają się od innych sklepów. Z reguły są to zwykłe bary, wszystko wygląda tak samo (zobacz wnętrze cofeeshopu), tylko że, aby umilić oglądanie kolejnego pojedynku "pomarańczowych", zażywa się inny specjał. Mowa oczywiście o marihuanie i haszyszu, narkotykach miękkich (lekkich), legalnych w Holandii i uważanych przez większość mieszkańców tego kraju, i nie tylko, za nieszkodliwe. W Amsterdamie, stolicy stoików, znajduje się kilkadziesiąt przeróżnych coffeshopów oraz smartshopów, growshopów i headshopów. Cóż oznaczają te nazwy? Otóż smartshopy to puby, które specjalizują się głównie w sprzedaży nasion konopi oraz grzybów o przeróżnych psychodelicznych właściwościach, w growshopie kupimy narzędzia, dzięki którym nasiona będą należycie rosły, a w headshopie kupimy całe osprzętowienie do udanego spożywania specyfików oraz wszelkie gadżety. Nie warto jednak w to wierzyć, często bowiem w sklepach tych możemy zaopatrzyć się również w inne rzeczy. No, bo po co klient ma jechać parę przecznic dalej, skoro nowo zakupione bongo (rodzaj fajki wodnej) może przetestować od razu?

Krótka lekcja historii

Konopie, innymi słowy marihuana, znana jest na świecie od zarania dziejów. Trzy tysiące lat temu była jednak wykorzystywana do produkcji lin, tkanin oraz powrozów. W I wieku naszej ery Chińczycy opracowali sposób produkcji papieru przy użyciu konopi. Pierwszy raz uznano konopie za narkotyk za życia Joanny d'Arc, a pół wieku później papież Innocenty VIII głosił, że spożywanie marihuany to praktyka godna innowierców i heretyków. Pierwszą i drugą wersję Deklaracji Niepodległości Stanów Zjednoczonych (1776 rok) spisano właśnie na papierze z konopi. Jak to się stało, że marihuana trafiła do Holandii? Wszystko za sprawą ruchów hipisowskich oraz buntu dzieci kwiatów, które w latach 60. przywiozły narkotyk do Holandii. W krótkim czasie zyskał on dużą popularność, a władze państwa rozgraniczyły narkotyki na legalne i nielegalne. Te legalne to konopie i haszysz, nielegalne to kokaina i heroina.

W roku 1976 nie istniały żadne ograniczenia co do ilości hodowanych roślin, a posiadać można było nawet 30 gram marychy. Dopiero 18 lat temu, pod naciskiem Francji i Niemiec, wprowadzono zmiany w przepisach. Od tamtego czasu można hodować jedynie pięć roślin oraz posiadać przy sobie pięć gram. Wiele osób łamie przepisy. Nawet jeżeli ktoś zostanie złapany przez organy ścigania nie musi być ukarany, wystarczy, że dobrowolnie zrzeknie się posiadanych roślin. W liberalnej Holandii rzadko pojawiają się głosy sprzeciwu w sprawie narkotyków. Rząd zastosował skuteczną taktykę, która sprawiła, że udostępnienie narkotyku spowodowało zmniejszenie ilości uzależnionych osób.

Do wyboru, do koloru

Rodzajów marihuany i haszyszu znajdziemy setki. Tańsze, droższe, lżejsze i nieco cięższe, z Jamajki, Maroka i tutejsze. Ceny specyfików wahają się od 1,5 do 3 euro za gram, a nawet do 4 euro za najlepszy towar. A to i tak zdecydowanie mniej niż w Polsce, gdzie jeden gram kosztuje przeważnie 30 złotych. Wedle holenderskiego prawa, maksymalnie możemy zakupić dla siebie pięciogramową porcję. Po dokonaniu transakcji siadamy przy stoliku i palimy jointa, prawie jak papierosa. Tyle, że efekt inny. Chyba.

Dlaczego „TAK”, dlaczego „NIE"?

Sam nie wiem jaką stronę obrać, bo jeżeli komuś sprawia to przyjemność, to czemu miałby tego nie robić, skoro żyje w kraju, gdzie jest to dozwolone? Nawet w liberalnej Holandii głosy są podzielone, choć tych popierających cały interes jest więcej. A zatem dlaczego tak? Otóż zwolennicy przywołują argument, że coffeshopy podlegają kontroli i nie sprzedają szkodliwych substancji. Pieniądze zebrane ze sprzedaży nie trafiają w ręce przestępców. Niekiedy dzięki nim finansowane jest leczenia uzależnień. Policja nie musi ścigać dealerów marihuany, zajmuje się jednak łapaniem tych, którzy sprzedają twarde lub, jak kto woli, ciężkie narkotyki. Przeciwnicy na te argumenty mówią zdecydowanie: sprzedaż narkotyków i zgoda ze strony państwa może spowodować, że ludzie nie będą zdawać sobie sprawy, że narkotyki najzwyczajniej w świecie są złe i nie należy ich tolerować. Poza tym, często znajdują one się blisko szkół. W poprzednim roku zlecono z tego powodu zamknięcie 18 spośród 62 rotterdamskich coffeeshopów. Jak na liberalną Holandię, działania te wydają się dość surowe. Czy jest tak naprawdę? Nie do końca, bo zarządzenie wejdzie w życie dopiero za rok. Niderlandzcy amatorzy marihuany mogą więc spać spokojnie. Zawsze pozostaną coffeeshopy w innych dzielnicach...

Przykład Holandii jest fenomenem na skalę światową. Pomimo ogólnego dostępu do narkotyków i jej legalizacji nie spożywa się tutaj dużo narkotyków, a liczba uzależnionych nie jest wysoka, w porównaniu na przykład do Stanów Zjednoczonych, gdzie marihuana nie jest legalna, a i tak spożywana jest w ilościach zdecydowanie większych. Władze postanowiły udostępnić narkotyki lekkie dla wszystkich powyżej 18 roku życia, na skutek czego wyraźnie zmalała (z 10 proc. do 2 proc.) liczba młodych narkomanów.

artykuł został opublikowany w serwisie wiadomości24.pl