środa, 18 czerwca 2008

Tatry Słowackie w Dolinie Zimnej Wody

Niezapomniane widoki, przejażdżka kolejką górską Hrebienok w miejscowości Stary Smokowiec, kawka w Blikowej Chacie, wędrówka szlakiem górskim, trzaskający o skały Wodospad Zimnej Wody. All inclusive. Tylko teraz, tylko tutaj.

Zdjęcia zrobione zostały 10 czerwca podczas szkolnej wycieczki Muszyna/Słowacja. Autorem trzech fotografii jest Anna Banasiewicz, której bardzo serdecznie dziękuje za możliwość wykorzystania fotografii w galerii internetowej, która ukazała się w serwisie wiadomości24.pl

Zapraszam do oglądania zdjęć.

wtorek, 17 czerwca 2008

Na otarcie łez...

Polacy wracają do domów. Po wczorajszym meczu stało się to już pewne i nie ma żadnych złudzeń. W trzech meczach zdobyliśmy jeden punkt strzelając jedną bramkę. Kto jest temu winien? Piłkarze, trener, za miękka trwa, maskotki ME, Niemcy, że wygrali, Austriacy, że przegrali, Chorwaci, że byli za szybcy, a może sędzina Webb, który swoją kontrowersyjną postawą w meczu z Austrią - nie muszę chyba przypominać sytuacji - pozbawił nas teoretycznych szans na dalszą grę. Nie mnie to oceniać. Jednak dla tych, którzy jeszcze rozpamiętują tamten mecz znalazłem pewien film ukazujący jak niesprawiedliwe sędziowanie morze pomóc innej drużynie.

W 2002 roku na Mistrzostwach Świata w Korei i Japonii sędziowie wyraźnie gwizdali pod współgospodarzy - Koreę. Nie tylko my przez sędziów odpadliśmy z dalszych rozgrywek. Podobna sytuacja spotkała m.in. Włochów (1/8 MŚ) i Hiszpanię (ćwierćfinał). Zobaczcie sami:


poniedziałek, 16 czerwca 2008

Poznaj Chorwację przed meczem

Jeszcze świeża, jeszcze (prawie) nie komentowana, właśnie dodana - galeria zdjęć z wyprawy do Chorwacji. Opublikowana przez Agnieszkę Iwan, bliskiej mojego serca kobiecie w idealnym momencie, bowiem przed meczem Polski z reprezentacją tego przepięknego kraju. Zapraszam wszystkich kibiców, i nie tylko, do przejrzenia zdjęć :)

I słówko ode mnie przed dzisiejszym meczem z Chorwacją: mam nadzieję, że piłkarze nie byli w tym kraju i nie będą mieli żadnych sentymentów, by dokopać Chorwatom przynajmniej 2:0 i pokazać pazur orła. Nie płaczmy jeśli nie wyjdziemy z grupy, bo Niemcy wygrają. Nie rozrywajmy szat jeśli nawet przegramy. Leo z ekipą się szybko nie rozstanie i już za dwa lata pokaże jak walczy polski orzeł.

sobota, 14 czerwca 2008

Holandia idzie po puchar!

Holandia jako jedna z dwóch reprezentacji (razem z Chorwacją) wygrała oba mecze w fazie grupowej EURO 2008. W pierwszym meczu pokonała 3:0 mistrzów świata, wczoraj gładko pokonali Francuzów (wicemistrzów świata) 4 do 1. Holandia idzie jak burza!

Już sobie wyobrażam szał radości po wczorajszym meczu, jaki wybuchł w holenderskich domach. Dwa lata temu, gdy byłem w Holandii podczas Mistrzostw Świata w Niemczech, spotykałem na ulicach grupy Holendrów po uszy w pomarańczy, flagi w masowych ilościach pozawieszane w oknach, samochodach, balkonach, w sklepach. Pomarańczowe rowery, ubrania, włosy, tulipany, ciastka, chorągiewki, pomarańczowe maskotki lwów... Po prostu wszędzie pomarańczowy! Dlaczego pomarańczowy? Kolory niebieski, biały i pomarańczowy to barwy noszone przez wojska księcia holenderskiego Wilhelma Orańskiego w okresie wojny o niepodległość. Jako, że barwnik pomarańczowy był nie trwały zastąpiono go czerwonym. Holendrzy zaczęli jednak ku czci Wilhelma na wszystkich imprezach sportowych, i nie tylko, nosić ubrania w kolorze pomarańczowym. Przyjęło się mówić na reprezentację Holandii "pomarańczowi".

Do boju Holandio!

Podczas pobytu w kraju wiatraków i sera często słyszałem piłkarski hymn Holandii pt. "Wij Houden Van Oranje" w wykonaniu Andre Hazes'a. Dzisiaj Łukasz z Ciechanowa (woj.mazowieckie), czytelnik mojego bloga, podesłał bardzo fajny link do tej piosenki. Zapraszam do przesłuchania:


piątek, 6 czerwca 2008

To my Polacy!

5 2 Dębiec śpiewał kiedyś: "Głos kraju mataczy - to my Polacy. Głos kraju bez pracy - to my Polacy." Wówczas w mediach szum. No, bo jak tak można śpiewać o swoim kraju? Owszem, można.

Po co zużywać energię na zmianę naszego polskiego charakteru, skoro i tak wiadomo, że starania zakończyłyby się fiaskiem? Lubimy się napić, lubimy się pobawić, dobrze zjeść, później pochorować i na dodatek kogoś skrytykować albo wdać się w jakąś jatkę i powulgaryzować. Tacy jesteśmy i lepiej to zaakceptować, bo nie ma innego takiego kraju. Niemcy przed niedzielnym meczem emitują reklamę (w domyśle) o Polskich kibicach-złodziejach? Nic to! Przeto miało być śmiesznie. Sęk w tym, że nie lubimy jeżeli ktoś o nas tak mówi, a sami potrafimy mówić wiele, czasem o wiele za dużo. Ale to właśnie my, Polacy!

Nie tylko potrafimy dobrze wypić i dobrze zjeść, ale jesteśmy też jednymi z najlepszych, o ile nie najlepszymi, kibicami na świecie. Jeżeli sobie obierzemy jakiś cel to za punkt honoru musimy do niego dotrzeć! Wiemy co to prawdziwa przyjaźń i mamy mocny łeb! Mamy bardzo dobrą kuchnie i piękny kraj. Mamy z czego być dumni!

"Holendrzy mądrze mówią, że nie warto walczyć z rzeczami których nie jesteśmy w stanie zmienić. Jak poznać, że Polak się w Holandii wynarodowił? Je drop i salmiak. Co robi Holender gdy nie ma co robić? Idzie do pubu. Co robi Polak gdy nie ma co robić? Idzie do przychodni."

Zdjęcie autorstwa Anny Białkowskiej, cytat pochodzi ze strony wiatrak.nl

sobota, 24 maja 2008

Holandia z zielonej perspektywy

Z racji wieku i braku potrzeby zaspokojenia ciekawości, nigdy do coffeeshopów nie wchodziłem. Nawet nie próbowałem, choć wiedziałem, że gdybym chciał, na pewno znalazłbym taki, w którym są łamane przepisy zakazujące wpuszczania nieletnich.


A znaleźć taki wcale nie było trudno. Przechadzając się po holenderskich uliczkach co krok znajdowałem podejrzanie wyglądający pub. Nie wszystkie cofeeshopy wyraźnie odróżniają się od innych sklepów. Z reguły są to zwykłe bary, wszystko wygląda tak samo (zobacz wnętrze cofeeshopu), tylko że, aby umilić oglądanie kolejnego pojedynku "pomarańczowych", zażywa się inny specjał. Mowa oczywiście o marihuanie i haszyszu, narkotykach miękkich (lekkich), legalnych w Holandii i uważanych przez większość mieszkańców tego kraju, i nie tylko, za nieszkodliwe. W Amsterdamie, stolicy stoików, znajduje się kilkadziesiąt przeróżnych coffeshopów oraz smartshopów, growshopów i headshopów. Cóż oznaczają te nazwy? Otóż smartshopy to puby, które specjalizują się głównie w sprzedaży nasion konopi oraz grzybów o przeróżnych psychodelicznych właściwościach, w growshopie kupimy narzędzia, dzięki którym nasiona będą należycie rosły, a w headshopie kupimy całe osprzętowienie do udanego spożywania specyfików oraz wszelkie gadżety. Nie warto jednak w to wierzyć, często bowiem w sklepach tych możemy zaopatrzyć się również w inne rzeczy. No, bo po co klient ma jechać parę przecznic dalej, skoro nowo zakupione bongo (rodzaj fajki wodnej) może przetestować od razu?

Krótka lekcja historii

Konopie, innymi słowy marihuana, znana jest na świecie od zarania dziejów. Trzy tysiące lat temu była jednak wykorzystywana do produkcji lin, tkanin oraz powrozów. W I wieku naszej ery Chińczycy opracowali sposób produkcji papieru przy użyciu konopi. Pierwszy raz uznano konopie za narkotyk za życia Joanny d'Arc, a pół wieku później papież Innocenty VIII głosił, że spożywanie marihuany to praktyka godna innowierców i heretyków. Pierwszą i drugą wersję Deklaracji Niepodległości Stanów Zjednoczonych (1776 rok) spisano właśnie na papierze z konopi. Jak to się stało, że marihuana trafiła do Holandii? Wszystko za sprawą ruchów hipisowskich oraz buntu dzieci kwiatów, które w latach 60. przywiozły narkotyk do Holandii. W krótkim czasie zyskał on dużą popularność, a władze państwa rozgraniczyły narkotyki na legalne i nielegalne. Te legalne to konopie i haszysz, nielegalne to kokaina i heroina.

W roku 1976 nie istniały żadne ograniczenia co do ilości hodowanych roślin, a posiadać można było nawet 30 gram marychy. Dopiero 18 lat temu, pod naciskiem Francji i Niemiec, wprowadzono zmiany w przepisach. Od tamtego czasu można hodować jedynie pięć roślin oraz posiadać przy sobie pięć gram. Wiele osób łamie przepisy. Nawet jeżeli ktoś zostanie złapany przez organy ścigania nie musi być ukarany, wystarczy, że dobrowolnie zrzeknie się posiadanych roślin. W liberalnej Holandii rzadko pojawiają się głosy sprzeciwu w sprawie narkotyków. Rząd zastosował skuteczną taktykę, która sprawiła, że udostępnienie narkotyku spowodowało zmniejszenie ilości uzależnionych osób.

Do wyboru, do koloru

Rodzajów marihuany i haszyszu znajdziemy setki. Tańsze, droższe, lżejsze i nieco cięższe, z Jamajki, Maroka i tutejsze. Ceny specyfików wahają się od 1,5 do 3 euro za gram, a nawet do 4 euro za najlepszy towar. A to i tak zdecydowanie mniej niż w Polsce, gdzie jeden gram kosztuje przeważnie 30 złotych. Wedle holenderskiego prawa, maksymalnie możemy zakupić dla siebie pięciogramową porcję. Po dokonaniu transakcji siadamy przy stoliku i palimy jointa, prawie jak papierosa. Tyle, że efekt inny. Chyba.

Dlaczego „TAK”, dlaczego „NIE"?

Sam nie wiem jaką stronę obrać, bo jeżeli komuś sprawia to przyjemność, to czemu miałby tego nie robić, skoro żyje w kraju, gdzie jest to dozwolone? Nawet w liberalnej Holandii głosy są podzielone, choć tych popierających cały interes jest więcej. A zatem dlaczego tak? Otóż zwolennicy przywołują argument, że coffeshopy podlegają kontroli i nie sprzedają szkodliwych substancji. Pieniądze zebrane ze sprzedaży nie trafiają w ręce przestępców. Niekiedy dzięki nim finansowane jest leczenia uzależnień. Policja nie musi ścigać dealerów marihuany, zajmuje się jednak łapaniem tych, którzy sprzedają twarde lub, jak kto woli, ciężkie narkotyki. Przeciwnicy na te argumenty mówią zdecydowanie: sprzedaż narkotyków i zgoda ze strony państwa może spowodować, że ludzie nie będą zdawać sobie sprawy, że narkotyki najzwyczajniej w świecie są złe i nie należy ich tolerować. Poza tym, często znajdują one się blisko szkół. W poprzednim roku zlecono z tego powodu zamknięcie 18 spośród 62 rotterdamskich coffeeshopów. Jak na liberalną Holandię, działania te wydają się dość surowe. Czy jest tak naprawdę? Nie do końca, bo zarządzenie wejdzie w życie dopiero za rok. Niderlandzcy amatorzy marihuany mogą więc spać spokojnie. Zawsze pozostaną coffeeshopy w innych dzielnicach...

Przykład Holandii jest fenomenem na skalę światową. Pomimo ogólnego dostępu do narkotyków i jej legalizacji nie spożywa się tutaj dużo narkotyków, a liczba uzależnionych nie jest wysoka, w porównaniu na przykład do Stanów Zjednoczonych, gdzie marihuana nie jest legalna, a i tak spożywana jest w ilościach zdecydowanie większych. Władze postanowiły udostępnić narkotyki lekkie dla wszystkich powyżej 18 roku życia, na skutek czego wyraźnie zmalała (z 10 proc. do 2 proc.) liczba młodych narkomanów.

artykuł został opublikowany w serwisie wiadomości24.pl

środa, 14 maja 2008

Poczuj smak nocnej imprezy w Holandii!

Często fotografujemy i filmujemy ciekawe miejsca, do których odbyliśmy podróże. Wszystko po to, aby wrócić myślami do czasów, kiedy tak beztrosko trwała zabawa. Zapraszam na imprezę do Vlissingen w Holandii!

Po raz wtóry opowiem Wam o Holandii i pewnym pięknym mieście, a dokładniej imprezie w nim organizowanej, o której już niedawno tutaj wspominałem.

Nachtmarkt, bo o nim oczywiście mowa, to – jak sama nazwa wskazuje – nocna (trwająca od 19-20 do północy) impreza, odbywająca się zawsze na początku sierpnia w miastach holenderskich. Ubiegłoroczny Nachtmarkt we Vlissingen odbył się 3 sierpnia. W tym dniu zjeżdżają się do miasta różne zespoły – taneczne, muzyczne itd. Prezentują swoje umiejętności przed rządną wrażeń publicznością, która licznie przybywa na miejsce organizowania przedsięwzięcia, a przeważnie jest nim rynek miasta.Holendrzy przywiązują dużą wagę do muzyki. Młodzi mieszkańcy tego kraju na imprezach gustują głównie w techno i trance - to przecież właśnie tutaj tworzy swoje hity znany na całym świecie DJ Tiesto i to Holandia jest również kolebką jumpstyle'u (powstał on w Belgii, ale rozwiną się właśnie tutaj).

We Vlissingen, nadmorskim mieście leżącym na wyspie Walcharen w prowincji Zeeland, rynek znajduje się nieopodal bulwaru. W dniu imprezy porozkładane są na nim setki różnych stoisk. Sprzedawcy handlują dosłownie wszystkim. Podczas Nachtmarktu możemy zarówno dobrze zjeść, napić się, jak i rozerwać grając w gry, a nawet założyć nowy ciuch! Sprzedawane przedmioty często nawiązują do symboli Holandii – tu gratka dla turystów, których we Vlissingen zawsze pełno. Przeróżne czapki, naszyjniki, bransoletki, koszulki, pierścionki i wiele innych. Co do jedzenia? A czego Ci potrzeba? Oprócz fast food’ów, znajdziesz tutaj wiele innych przysmaków takich jak: frykandele, orzeszki w miodzie, suker waffel (wafle cukrowe), appelgebak, (placek z jabłkami i cynamonem), speculaas (kruche ciastka cynamonowe o wyglądzie piernika), stroopwafels w gigantycznych rozmiarach (wafle przełożone gęstym syropem) i amandelkoek (kruche ciastka nadziewane rozpływającą się w ustach masą migdałową).

Nachtmarkt to nie tylko okazja do wydania kilka euro na jedzenie, ciuch czy coś podobnego. To również rodzinny wypad na miasto, wspólne pogawędki i zabawa przy muzyce oraz piwie, czyli wszystko, co Holendrzy cenią sobie najbardziej.

Punkt kulminacyjny tego wieczoru to trwający średnio 10 do 15 minut nadmorski pokaz fajerwerków, który rozpoczyna się równo o północy. Wówczas kilka tysięcy ludzi wyczekuje na bulwarze, by obejrzeć sztuczne ognie błyskające nad wodą.

Zobaczcie sami i poczujcie smak nocnej imprezy w Holandii:



wtorek, 13 maja 2008

Nowy hymn na EURO 2008?

Kibice reprezentacji Polski w piłce nożnej chcą zmienić hymn Polski na zbliżające się wielkimi krokami Mistrzostwa Europy.

Planowano, że na Euro kawałek pt. "Futbol" zaśpiewają: Kayah, Katarzyna Kurzawska, Sebastian Karpiel-Bułecka i Piotr Cugowski. Piosenka "Futbol" była hitem, ale w roku 74'. Teraz mamy rok 2008 i może przydałaby się lekka zmiana? Wersja zaproponowana przez kibiców nie wydaje mi się zła.

Sami oceńcie na ile wam się podoba:



A na ile "stary hymn" wam się nie podoba:



Jeżeli chcesz wypełnić petycję o zmianę hymnu na Euro wejdź TUTAJ.

wtorek, 6 maja 2008

Plaża we Vlissingen - historia jednej fotografii

W tym przepięknym i urzekającym kraju mieszka spora część mojej rodziny. Siostra rodzona i siostra cioteczna mojego taty oraz wielu znajomych. Wszyscy zamieszkali w Zeeland - przepięknej południowo-holenderskiej prowincji.

Za każdym razem, kiedy jestem w Holandii, a tych razy było już siedem, zatrzymuję się u ciotki Marty, mieszkającej we Vlissingen - czterdziestotysięcznym mieście nadmorskim. Osiedle, na którym mieszka, to istny wysyp egzotycznych narodowości. Rodziny holenderskie z krwi i kości są tam rzadkością. W sumie, to mi się podoba. Nie mam żadnych uprzedzeń do innych narodowości. Potrafiłem nawet zakumplować się z młodymi Holendrami. Na przykład z Rasidem lub Jadem. Rasid jest z pochodzenia Turkiem, a Jade synem Holenderki i Marokańczyka Naprawdę fajni kumple.

Lubię opowiadać o Holandii, wymieniać się wakacyjnymi wspomnieniami. Vlissingen jest dla mnie skarbnicą wspomnień. Trudno było mi wybrać to jedno jedyne zdjęcie, które najbardziej przypomina mi wakacje w tym kraju. Dlaczego wybrałem bulwar i plażę? Wiąże się z nimi pewna historia...

Do Holandii wyjechałem sam z firmą przewozową. Było to na początku lipca ubiegłego roku. Zgodnie z planem miałem przez sześć tygodni pomagać mojej ciotce przy pilnowaniu jej pięcioletniej córki - Sthasi, i ogólnie - w domu. Przy okazji miałem darmowe wakacje. Tym razem nie cieszyłem się z wyjazdu, ponieważ miałem opuścić na półtorej miesiąca moją druga połowę - Agnieszkę. To pierwsza tak długa rozłąka i, jak sami wiecie, nie jest łatwo. Kolejne dni w Holandii mijały bardzo powoli, czasem wychodziłem na plażę, lecz przeważnie przesiadywałem w domu. Przez niecałe trzy tygodnie przeczytałem całą sagę "Wiedźmina". Wyobraźcie sobie, jak bardzo mi się nudziło...

Dlaczego czytałem tylko przez trzy tygodnie? Agnieszka nie mogła już wytrzymać i zrezygnowała z planowanego wyjazdu na kolonię. Ubłagała rodziców, ja ubłagałem ciocię i... stało się! Już 27 lipca była razem ze mną, w Holandii. Pięć dni później miały być jej urodziny. Prezent oczywiście kupiłem od razu, jak tylko się dowiedziałem, że przyjedzie. W ten dzień, zaproponowałem jej wyjście na przepiękną plaże we Vlissingen. Pogoda dopisała. Przez pierwszą godzinę, wysmarowani po uszy olejkiem do opalania, leżeliśmy w żarze holenderskiego słońca. Zasygnalizowałem Agnieszce, że idę za potrzebą, a tym czasem pobiegłem do roweru (a jakże! Rower to jedyny respektowany przeze mnie środek transportu podczas wakacji - zwłaszcza w Holandii), aby wyciągnąć schowany przy nim prezent. Wręczyłem go Adze i złożyłem życzenia.

Po kilku godzinach wylegiwania, postanowiliśmy się przejść - spacer po bulwarze. Setki Holendrów dalej leżało na słońcu. Inni, razem z dziećmi, pluskali się w morzu. Czas na zdjęcia! Oprócz kilku wspólnych fotografii, zrobiłem również to jedno. A na nim kompani od leżakowania i opalania, lubujący się w odpoczynku na świeżym powietrzu - drodzy Holendrzy - choć nie wszyscy rodowici. Ponad nimi piękne, błękitne niebo. Po lewej sklep z lodami. Wiadomo - żar z nieba, upał. Trzeba kupić lody! Ale... jak? To znaczy kto i co powie? Przez 10 minut droczyliśmy się, kto kupi lody i układaliśmy formułkę dla pani sprzedawczyni. Agnieszka gotowa do startu. Już podchodzi, już zaczyna mówić, naglę wtrącam swoje: "Two ice-cream, please". Była zła. Teraz jednak śmiejemy się z tego.

Przedstawione na zdjęciu plaża i bulwar, to miejsca, gdzie Holendrzy spędzają bardzo dużo wolnego czasu. Rano wylegują się na słońcu, kąpią się, bawią z rodziną. Pary, a nawet całe rodziny, wracają tu wieczorem, aby pospacerować przy zachodzie słońca. Na bulwarze, obok budynków mieszkalnych, znajdują się wysokie hotele. To właśnie hotele są w Holandii wysokie. Pozostałe domy są bardzo niskie z charakterystycznymi, wielkimi, niezasłoniętymi oknami. Na parterach hoteli znajdują się ekskluzywne restauracje, w których filiżanka kawy kosztuje kilka euro. Z doświadczenia polecam inne knajpki. Na bulwarze ich nie brakuje. Możecie w nich zamówić przysmaki holenderskie, np. frykandele.

Bulwar to centrum rozrywki. Odbywają się tu liczne konkursy, wszelkie pokazy - zarówno floty morskiej jak i samolotów, a nawet pokazy pirotechniczne. Co roku, w dniach od 18 do 27 lipca, przyjeżdża do Vlissingen wielkie wesołe miasteczko. Takiego wesołego miasteczka nie widziałem nigdzie indziej. Co krok ogromne karuzele, stoiska z automatami do gry... Wspaniała zabawa murowana. Raz do roku bulwar staje się też wielkim targiem. Ma to miejsce 3 sierpnia, przy okazji Nachtmarktu - nocnego targu. W mieście wówczas organizowane są zabawy i występy zespołów do późnych godzin nocnych, a sam Nachtmarkt, na którym można kupić naprawdę wszystko, kończy się pięknym, nadmorskim pokazem fajerwerków.

Wracając do spacerów przy zachodzie słońca. Jeżeli ktoś się spóźni, albo nie może z jakiegoś powodu wyjść z domu, może skorzystać z zainstalowanej na bulwarze kamery. Robiąc to zdjęcie stałem na tym małym wybrzeżu, jakie widzicie w głębi, w oku kamery.

- Tolerancja, otwartość, bezpruderyjność - tak podsumował Holandię Maciek Lewandowski, pod jedną z moich galerii zdjęć. Maciek, podobnie jak ja, jest jej fanem. Mam nadzieję, że po przeczytaniu tej krótkiej opowiastki nabierzecie chęci do odwiedzenia tego pięknego regionu. Kto wie, może po odwiedzinach staniecie się fanami Holandii?

artykuł został opublikowany w serwisie wiadomości24.pl

sobota, 3 maja 2008

Tajemnice ludzkiego ciała

Nasze ciało składa się ze stu trylionów komórek, które idealnie współdziałają ze sobą. Żeby powiedzieć "cześć", trzeba aż stu mięśni – a jak ciało radzi sobie z jeszcze bardziej skomplikowanymi zadaniami, jak choćby poruszanie się? Są ludzie, którzy łamią wszelkie zasady funkcjonowania naszego ciała, są również czynności, z pozoru błahe, których wykonać nasze ciało nie potrafi.

Człowiek składa się ze stu kwadryliardów atomów. Mamy prawie sto tysięcy kilometrów tętnic, żył i naczyń włosowatych – dość, by dwa razy owinąć świat. W naszych oczach jest sto dwadzieścia milionów komórek światłoczułych. Na języku każdy z nas ma dziesięć tysięcy kubków smakowych, a w nosie – dziesięć milionów "czujników" zapachu. Na świecie jest nas ponad sześć miliardów a każdy człowiek ma inny kod DNA oraz niepowtarzalny układ linii papilarnych. Są ludzie, którzy potrafią wykonywać nadzwyczajne czynności, a jednocześnie nie mogą na przykład nucić ulubionej piosenki z zatkanym nosem.

Czego nie potrafi ludzkie ciało?

Mechanizm budujący nasze ciało jest skomplikowany i aby wszystko funkcjonowało jak należy, musi być zachowana równowaga. Jest wiele czynności, których nasze ciało nie jest w stanie wykonać. Co takiego? Ot, choćby wspomniane wcześniej nucenie piosenki z zatkanym nosem. Jeśli nie wierzysz, to spróbuj. Teraz ty jesteś obiektem badań. Nie będziesz również w stanie zataczać okręgów prawą nogą zgodnie ze wskazówkami zegara, a prawą ręką w tym samym czasie rysować w powietrzu cyfry sześć. Nie będziesz wstanie dotknąć językiem swojego łokcia, bowiem mięśnie ręki są do tej czynności za krótkie, ale jak zawsze od reguły zdarzają się wyjątki – są ludzie, którzy łamią wszelkie zasady. Czy wiesz o tym, że jest na naszym ciele miejsce, które „nie czuje bólu”? Otóż skóra znajdująca się na łokciu jest najmniej unerwionym miejscem naszego ciała i jak mocno byś ją uciskał, ból będzie do wytrzymania, a nawet prawie nie będzie wyczuwalny. Dla większości ludzi niewykonalne będzie jednoczesne dmuchanie przez nos i usta. Niewielu z nas jest w stanie polizać swój łokieć albo się połaskotać, bowiem przez wykonaniem tej czynności zostanie wysłany do mózgu impuls z informacją o planowaniu wykonania łaskotania. Jednak nawet Ci, którzy mówią, że nie mają łaskotek, nie będą w stanie wytrzymać łaskotania podniebienia, które z kolei jest jednym z najbardziej unerwionych miejsc naszego ciała. Ile jeszcze nasze ciało kryje przed nami tajemnic? To wie tylko jego stwórca.

Nadzwyczajni ludzie i ich umiejętności

Są ludzie, którzy rodzą się z nadzwyczajnymi umiejętnościami. Ich ciało potrafi przyciągać metal lub jest odporne na wysoką temperaturę. Połykają ognie, są nieludzko wygimnastykowani i potrafią wytrzymać ból spowodowany przebijaniem skóry. Potrafią zrobić coś, co zwykłemu śmiertelnikowi nawet się nie śniło. Czynności przez nich wykonywane łamią wszelkie zasady, również te przytoczone wyżej.

Jedną z tych osób jest Piotrek, 17- letni uczeń liceum, który ze swoim ciałem potrafi zrobić różne, niewykonalne dla większości ludzi, kombinacje. - Jestem bardziej "gibki", to znaczy moje niektóre ścięgna są bardziej rozciągnięte niż u innych. Mam już tak od urodzenia i wcale tego nie ćwiczę. – mówi licealista. - Mimo że jestem tak elastyczny, to nie potrafię zrobić zwykłego szpagatu, za to potrafię zakładać nogi na głowę, wykręcić rękę o 540 stopni, przekładać ręce nad i pod sobą bez puszczania oraz wiele innych.

Zresztą, zobaczcie sami: